Człowiek, który gapił się na kozy

To jeden z tych filmów, które należy brać w duży cudzysłów.

Co by było, gdyby armia amerykańska umiała zabijać wzrokiem?

A co by było, gdyby w latach 80. powstała tajna jednostka New Earth Army? Jednostka zajmująca się niezabójczymi metodami walki, takimi jak podróże astralne, telekineza, itp.?

A co by było, gdyby tą historią zajął się nieopierzony dziennikarz? Gdyby ten dziennikarz wyjechał do Iraku, spotkał Lyna Cassady’ego, jednego z najpotężniejszych psychoszpiegów, i rozpoczął z nim przygodę swego życia?

A co by było, gdyby na ten temat powstała znakomita, pełna inteligentnego humoru i ironii komedia ze znakomitą obsadą (Clooney, Bridges, McGregor, Spacey), ukazująca absurdy armii amerykańskiej i niedorzeczność dążeń Stanów do bycia największym supermocarstwem?

Byłoby fajnie. Właściwie jest fajnie, bo to ostatnie zdarzyło się naprawdę. Grant Heslov nakręcił film na podstawie książki Jona Ronsona. Film, który ma w sobie coś z Coenów, coś z Allena, coś z Andersona. W dodatku komicznie wykorzystuje motyw Jedi: Ewan McGregor jest, tak jak był w Gwiezdnych wojnach: Epizodzie I, uczniem rycerza Jedi – Clooneya. Majstersztyk. Musicie po prostu to zobaczyć.

Człowiek, który gapił się na kozy (The Men Who Stare At Goats); premiera: 08.09.09; reżyseria: Grant Heslov; scenariusz: Peter Straughan, na podstawie powieści Jona Ronsona pod tym samym tytułem; obsada: George Clooney, Jeff Bridges, Ewan McGregor, Kevin Spacey, Stephen Lang