Postrach nocy

To musi być frustrujące, gdy dwóch pierwszoplanowych aktorów mocno popkulturowego filmu zjada fantastyczny Brytyjczyk z drugiego planu, kojarzony raczej serialami BBC niż wielkimi budżetami Hollywood. Być może niektórym trudno w to uwierzyć, ale to właśnie David Tennant jest największą gwiazdą Postrachu nocy.

Ale, jak to mawiają w języku angielskim, first things first. Film Craiga Gillespie jest remakiem bardzo popularnego niskobudżetowego horroru z 1985 r. Obraz Toma Hollanda okazał się sporym sukcesem kasowym i został jednym z popularniejszych horrorów klasy B, dlatego przed twórcami odświeżonej wersji stało nie lada wyzwanie. Ich zadaniem było wykorzystanie komediowo-horrorowego potencjału oryginału i ubranie go w nowoczesny, wysokobudżetowy strój. Nie dane mi było widzieć oryginału – to produkcja typowo amerykańska, raczej nieznana w Polsce – ale mimo to uważam, że Gillespie i spółka poradzili sobie zupełnie przyzwoicie.

Oto homogeniczne osiedle na przedmieściach Las Vegas. Do tej spokojnej, niewyróżniającej się niczym okolicy wprowadza się Jerry (Colin Farrell), tajemniczy przystojniak. Nowy sąsiad od razu jednak wzbudza podejrzenia miejscowej młodzieży.Nastoletni Charlie (Anton Yelchin), nagabywany przez dawnego przyjaciela, postanawia przyjrzeć się nieznajomemu, ale szybko zaczyna żałować tej decyzji. Wokół niego giną ludzie, gdyż podejrzany Jerry okazuje się być amatorem ludzkiej krwi. Jakby tego było mało, upodobał sobie dziewczynę Charliego, który zrobi wszystko, by ją ocalić.

Wśród nastolatków zagadnienie wampiryzmu jest wystarczająco popularne, aby Postrach nocy mógł je zainteresować. Gdy dodamy do tego wątki fabularne charakterystyczne dla wieku dojrzewania – kumpelskie kłótnie, utrata dziewictwa – otrzymamy produkt gotowy dla licealnych mas. Aby horror uczynić przystępniejszym, Gillespie wplótł do niego sporą dawkę humoru na niezłym poziomie. Nie uświadczymy tu raczej fekalnych dowcipów, ale też nikt nie sili się na ambitne dialogi. Wielką klasą wykazuje się wspomniany Tennant, pojawiający się w roli szalonego iluzjonisty-okultysty, u którego pomocy szuka młody Charlie. Brytyjczyk z niesamowitą łatwością tworzy komiczne sytuacje, a do zbudowania tożsamości Petera Vincenta potrzebuje dwóch minut na ekranie. Przy tak rewelacyjnej kreacji bledną zupełnie niezłe role mrocznego Farrella i Yelchina.

Gillespie eksploatuje fascynacje wampirami ze sporą ironią. Farrell to bardziej mroczna wersja romantycznych krwiopijców znanych z sagi Zmierzch – wzdycha do niego każda napotkana kobieta, a on skwapliwie korzysta z okazji do powiększenia wampirzej hordy. W tle – podobnie jak we wspomnianej filmowej serii – rozkwita uczucie i seksualność dwojga młodych ludzi, choć w tym przypadku żadne z nich nie gustuje we krwi. Reżyser kpi również z ekscesywnej cyfryzacji społeczeństwa – majstersztykiem jest scena, w której Charlie, chcąc rozbroić zamek w drzwiach, korzysta z internetowej ściągi na swoim iPhonie. Tego typu smaczki uwspółcześniają niemal trzydziestoletnią fabułę, a także stanowią dowód na kreatywność twórców.

Postrach nocy jest dynamiczny, świeży i lekki, przyzwoita fabuła została świetnie zagrada przez ciekawy zespół aktorski. To jeden z lepszych przykładów odświeżenia starszego tytułu, choć – co może stanowić duże zaskoczenie – w amerykańskim box-offisie nowa wersja młodzieżowego horroru poradziła sobie gorzej, niż pierwowzór.

Tytuł: Postrach nocy
Tytuł oryginalny: Fright Night
Premiera: 14.08.2011
Reżyseria: Craig Gillespie
Scenariusz: Marti Noxon, Tom Holland
Zdjęcia: Javier Aguirresarobe
Muzyka: Ramin Djawadi
Obsada: Anton Yelchin, Colin Farrell, Toni Collette, David Tennant, Imogen Poots, Christopher Mintz-Plasse