Płotka

Ile już było filmów o narkotykach? Requiem dla snu, Trainspotting, Traffic – by wymienić tylko te najbardziej znane i doceniane. Ich wspólnym mianownikiem było ukazanie degradacji człowieczeństwa, niszczycielskiej siły narkotyków, choć każdy z tych obrazów używał innej formy. Płotka to jeden z wielu ‘narkotycznych’ obrazów, choć pierwszy tak dobry z Australii i zagrany równie dobrze, jak przytoczone na wstępie tytuły.

Tracy to była ćpunka. Choć minęły już 4 lata odkąd truć swoje ciało, wciąż ma nerwowe ruchy i rozchwianą osobowość. W jej otoczeniu wciąż są niemal sami narkomani / dealerzy / ludzie po odwyku. Mimo, że w jej świecie narkotyczna mgła tak naprawdę nigdy nie opadła, Tracy ufa swojej fatamorganie normalności, którą sobie stworzyła. Nie uda się jej – jest byłą przestępczynią, znikąd nie dostanie kredytu zaufania. Jest za słaba, by odciąć się od majaczącej wciąż na horyzoncie przeszłości. Tragizm postaci Tracy jest zakorzeniony w czymś na kształ masochizmu – wie, że życie dostarcza jej tylko cierpień, ale nie chce go zmieniać.

Jeśli w jednym dziele filmowym zatrudnia się takie nazwiska jak Blanchett, Weaving czy Neill, to ma się jedną z trzech rzeczy: znakomite umiejętności, świetne kontakty albo ogromny budżet. Ale bez względu na to w jaki sposób Rowanowi Woodsowi udało się skompletować taką obsadę, można być pewnym efektu. Klasa i bardzo wysoki poziom aktorstwa. Fanem Blanchett jestem od dawna, więc nie zdziwiła mnie jej brawurowa kreacja Tracy. Hugo Weaving jako Lionel niemal kradnie Blanchett cały blask i gdyby nie skala talentu Cate, to on zebrałby najwięcej oklasków. O Samie Neillu nie trzeba wiele mówić – on nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, nieosiągalnego dla większości aktorów.

Ale aktorzy to nie wszystko, a sam film nie porywa. Formalne atuty w postaci ciekawych ujęć, hipnotyzującej ścieżki dźwiękowej czy barwnej scenerii azjatyckiej dzielnicy Sydney nie idą w parze z treścią. Fabuła bowiem nie posiada podstawowych cech dobrej historii: nie wciąga widza, nie zmusza go do wczucia się w konkretne sytuacje, nie prowokuje do zadawania pytań. Krucjata Tracy nie ma puenty – bohaterka niczego nie znajduje, nie zaznaje spokoju, nie doświadcza katharsis. Żadnych wniosków, nic. Ten film nic w nas nie zostawia, o nic nie wzbogaca.

Poza ucztą z trzech wysmakowanych aktorskich dań.

Płotka (Little Fish); premiera: 20.07.05; reżyseria: Rowan Woods; scenariusz: Jacquelin Perske; obsada: Cate Blanchett, Hugo Weaving, Sam Neill, Martin Henderson