Nowe twarze w panteonie czyli Oscary 2016

Zwycięski Leo / fot. oscars.com
Zwycięski Leo / fot. oscars.com

Cztery długie godziny, ponad dwadzieścia kategorii, kilka występów muzycznych i stanowczo zbyt wiele nieśmiesznych żartów z cyklu #OscarsSoWhiteButSoCoolAboutIt – tak pokrótce można opisać tegoroczną galę oscarową. Jak co roku Akademia okazała się dość przewidywalna, dbając jednak o nieodzowną minimalną dawkę niespodzianek.

Otwierający występ Chrisa Rocka uznać należy za dość odważny – czarnoskóry komik bezpośrednio odwoływał się do zarzutów stawianych Akademii i choć wszystko utrzymane było w humorystycznej konwencji, gorycz przebijała się spomiędzy wierszy aż nazbyt wyraźnie. Po pewnym czasie nadmiar okołorasistowskich żartów zaczął jednak nużyć i tylko ograniczona do minimum obecność Rocka w kolejnych częściach gali zapobiegła całkowitej klęsce tego wydarzenia.

A nagrody? Oczekiwana przez wszystkich statuetka dla Leonardo DiCaprio wreszcie stała się faktem, zaś w pozostałych kategoriach aktorskich również zwyciężali debiutanci. O ile jednak Oscar dla Brie Larson był formalnością, o tyle triumf Alicii Vikander i Marka Rylance’a to spore, ale ze wszech miar pozytywne niespodzianki. Jeszcze większym zaskoczeniem była nagroda dla Ex Machiny za efekty specjalne – film Alexa Garlanda (nominowanego za scenariusz) zostawił w pokonanym polu Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy i Mad Max: Na drodze gniewu, który zdominował pozostałe kategorie techniczne, zdobywając aż 6 statuetek.

Ekipa zwycięskiego „Spotlight” / fot. oscars.com

Niemal każdy z faworytów oscarowego wyścigu został przez Akademię doceniony. Faworyzowana Zjawa zdobyła zaledwie trzy, ale bardzo ważne nagrody: oprócz lauru dla Leo, zwyciężyła w kategorii reżyserskiej (drugi z rzędu Oscar dla Iñàrritu!) i operatorskiej (trzecia, rekordowa statuetka pod rząd dla Emmanuela Lubezkiego!). Ten ostatni triumf oznacza, że Roger Deakins po raz trzynasty musiał obejść się smakiem – a wy litowaliście się nad DiCaprio!

Zwycięstwo Spotlight w najważniejszej kategorii to bezpieczny wybór Akademii – choć temat może być kontrowersyjny, to został zrealizowany w sposób bardzo stonowany, wręcz publicystyczny. Szczęśliwie jednak Oscar nie trafił w ręce twórców Zjawy, co oznacza, że jednak nie tylko efekciarstwo zyskuje uznanie w oczach członków Akademii. Szkoda jedynie Pokoju Lenny’ego Abrahamsona, filmu silnie oddziałującego na emocje i opartego na znakomicie zaadaptowanym scenariuszu.

Saoirse Ronan / fot. oscars.com

Za największą porażkę tegorocznej gali uważam Oscara za najlepszą piosenkę – nie dość, że Writing’s On the Wall Sama Smitha jest najsłabszą bondowską kompozycją od lat, to jeszcze wykonanie tego utworu podczas gali było poniżej poziomu odpowiedniego dla tego wydarzenia. Mimo to statuetka po raz pierwszy trafiła w ręce geja, który mógł tym samym dedykować ją społeczności LGBT. Przypadek?

Słodki Jacob Tremblay (skandalicznie pominięty w nominacjach), świetny występ Louisa C.K., zaangażowana przemowa DiCaprio, wzruszające podziękowanie Ennio Morricone – momenty, dla których warto zapamiętać tegoroczne rozdanie Oscarów, można policzyć na palcach jednej ręki. A mimo to w tym targowisku próżności jest jakaś magia, urok, który nie przemija, czego nie można powiedzieć o prestiżu tych nagród.

Być może to tylko moja niezdrowa fascynacja oszałamiającym blichtrem Hollywood, ale za rok pewnie znowu odmówię sobie snu, by dowiedzieć się kto zyskał uznanie Akademii. I czy wreszcie ktoś da Oscara Rogerowi Deakinsowi!

OSCARY 2016 – PEŁNA LISTA ZWYCIĘZCÓW