Subiektywnie: Najlepsze filmy o szkole

Wybranie najlepszych filmów o szkole nie jest łatwe. Po pierwsze: było ich mnóstwo. Po drugie: kategoria ta jest dość zróżnicowana. Mamy bowiem high school movies, teen horrors, a także typowe classroom movies, mamy komedie, filmy grozy i kino familijne. Tematyka szkolna pojawia się jednak najczęściej we wspaniałych dramatach, w których relacje pomiędzy uczniami, a także pomiędzy nimi a nauczycielami, rodzą ogromne emocje, nierzadko doprowadzając do przełomowych lub tragicznych wydarzeń.

W moim subiektywnym rankingu znalazły się pozycje z różnych biegunów kina, ale starałem się wybrać takie, których akcja w znacznej części rozgrywa się w szkolnych murach. A jakie filmy o szkole wy kochacie najbardziej?

1. Do zobaczenia, chłopcy, Francja/Włochy/Niemcy 1987, reż. Louis Malle

aurevoirlesenfants
Wspaniała historia rywalizacji i przyjaźni w czasie wojny, subtelnie podszyta kwestią żydowską. Louis Malle opowiada o katolickiej szkole z internatem gdzieś na głębokiej prowincji, którą wojenna trauma wydaje się oszczędzać. Jest rok 1944 r. i właśnie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Do szkoły trafiają też nowi uczniowie, którzy okazują się być wyznawcami judaizmu. Do zobaczenia, chłopcy przesycone jest niezwykłym poczuciem moralności, która czyni z filmu Malle’a piękną, niewymuszoną przypowieść o tolerancji i bogactwie dziecięcych doświadczeń. Po 28 latach wciąż wzrusza i wprawia w zadumę.

2. Rushmore, USA 1998, reż. Wes Anderson

rushmore
Jakże różni się numer dwa od numeru jeden! Szalona komedia Andersona, a zarazem dopiero drugi jego pełny metraż, to prawdziwy maraton absurdów i nierealnych sytuacji, które po kilkudziesięciu minutach zaczynamy traktować jako normę świata przedstawionego. Rushmore dało światu Jasona Schwartzmana, który zadomowił się w filmografii Andersona już na dobre. Tu wciela się w rolę Maksa Fischera, 15-letniego ucznia prestiżowej uczelni Rushmore, na której osiąga kiepskie wyniki w nauce, ale bryluje w aktywnościach pozalekcyjnych. Pewnego dnia zakochuje się w jednej z nauczycielek (Olivia Williams), a o jej względy musi konkurować z zamożnym przedsiębiorcą (Bill Murray). Nie ma tu ani jednej fałszywej nuty, a w tym teatrze osobliwości znajduje się mnóstwo zawoalowanej prawdy o dorastaniu.


3. Stowarzyszenie Umarłych Poetów, USA 1989, reż. Peter Weir

5.0.2
Ze zdumieniem stwierdziłem niedawno, że ten pokoleniowy manifest ma nie tylko zakochanych w nim zwolenników, ale także zdeklarowanych przeciwników. Autor tego tekstu nie znajduje jednak w filmie Petera Weira żadnego słabego elementu, a mając za sobą już co najmniej kilkanaście seansów z Johnem Keatingiem i jego uczniami może śmiało stwierdzić, że Stowarzyszenie Umarłych Poetów to jeden z tych filmów, z którym kojarzyć mu się będzie dzieciństwo. Robin Williams osiągnął szczyt swoich aktorskich umiejętności, a miliony ludzi na całym świecie już na zawsze zapamiętało zwrot carpe diem.

4. Moja dziewczyna, USA 1991, reż. Howard Zieff

mygirl
Film, który kiedyś podbijał rynek wideo i pierwsze komercyjne kanały telewizyjne, a dziś tkwi w czeluściach kinowej niepamięci. Jednocześnie zabawne i smutne, lekkie i wzruszające, dzieło mało znanego reżysera Howarda Zieffa stanowi kwintesencję kina familijnego początku lat 90-tych. Świetnie dobrani aktorzy, zaskakująco inteligentne jak na tego typu historię dialogi, a przede wszystkim przekonująca ekranowa przyjaźń Anny Chlumsky i Macaulaya Culkina sprawiają, że Moją dziewczynę ogląda się lepiej niż niejedno kinowe widowisko. I choć Chlumsky nie została gwiazdą nawet w kategorii małych aktorek, dla wielu pozostanie niezapomnianą, humorzastą Vadą Sultenfuss, zakochaną jednocześnie w nauczycielu angielskiego i swoim gapowatym przyjacielu.

5. Klasa, Francja 2007, reż. Laurent Cantet

entrelesmurs
Czołowy społecznik francuskiego kina Laurent Cantet w wyważony i naturalistyczny sposób przedstawia wyzwania, jakie czekają na nauczyciela w multietnicznym społeczeństwie. Tytułowa klasa to szalenie barwna i zróżnicowana zbiorowość, ale ta różnorodność ma dobre i złe strony. Młodzież, która trafia do grupy nauczanej przez młodego pedagoga, jest pewna siebie i bezpośrednia – do tego stopnia, że potrafi kwestionować profesję i metody wychowawcze nauczyciela. Cantet bardzo wyraźnie mówi o tym, że w szkolnych murach rywalizacja nie pojawia się tylko między uczniami – codzienne kilkugodzinne współistnienie w edukacyjnej przestrzeni staje się rodzajem walki, w której stawką jest godność i szacunek do samego siebie. Mocne, realistyczne kino.


I tą – niezwykle mocną przecież – piątką zakończę swój subiektywny ranking filmów o szkole. Co prawda pałam sentymentem także do innych pozycji, takich jak kultowi Młodzi gniewni czy cudowna Matylda, ale to te pięć tytułów najbardziej kojarzą mi się z hasłem filmy o szkole. Wszystkie mówią o latach nauki – o jej początkach, gdy wszystko jest dla nas nowe, a także o późniejszych etapach, znaczonych nastoletnią bezczelnością i prawie dorosłym cynizmem. Bohaterowie tych dzieł są w różnym wieku, pochodzą z odmiennych środowisk i czasoprzestrzeni. Wszystkich ich łączy jednak to, że znajdują się na specyficznym, formatywnym etapie życia, kiedy szkoła i prowadzący ją nauczyciele mają ten potężny rodzaj władzy, mogącej ukierunkować młode istnienia w dowolnie wybraną stronę.