Comeback: Obsługiwałem angielskiego króla

Państwo raczą wybaczyć moje karygodne zaniedbanie tego miejsca, jednakże z przyczyn edukacyjnych strona hobbystyczna mojego życia ustąpić musiała miejsca ważniejszym przedsięwzięciom. Priorytety, moi państwo, priorytety. Niemniej jednak, po uporaniu się z wieloma wyzwaniami, powracam do tego przybytku, starając się w sposób jak najbardziej interesujący opisać moje podróże w świat kinematografii i zachęcić do poszerzania filmowych horyzontów.

Krótko mówiąc – sesja była, ale się zaliczyła i skończyła. Wracam do mojej twórczości radosnej, a na początek idzie Obsługiwałem angielskiego króla.

Postanowiłem poszerzyć horyzonty. Do tej pory igrałem tylko z amerykańskim i polskim, względnie brytyjskim, filmem. Ostatnio udało mi się jednak zobaczyć coś europejskiego, innego niż mainstreamowe produkcje, te, od których reklam nie sposób się uchronić. Czeski film, ale w tym akurat każdy wie to, co powinien wiedzieć.

A już na pewno wie o tym Díte (Ivan Barnev). Chłopina nie urodził się szlachcicem, więc o swoje musiał mocno walczyć. Film pokazuje losy tego pokręconego człowieka, z wdziękiem obnażając wszelkie ludzkie przywary. To historia niczym sławny american dream, z tym, że w ciężkich okołowojennych czasach, oczywiście na czechosłowackiej wówczas ziemi.

Podobało mi się w tym filmie to, że… jest inny niż wszystkie. Banalniej nie mogłem tego napisać, ale to akurat prawda. Nie wiem w czym ta „inność” tkwi. Może w tym, że historia opowiedziana jest powoli, bez pośpiechu, z uwzględnieniem wszelkich okoliczności? Bardzo możliwe. A może w tym, że film jest najlepszą definicją czeskiej otwartości i bezpośredniości? Na pewno! Mnóstwo tu golizny (nie mylić z pornografią!), opinii wyrażanych prosto w twarz, buntu. Tak, bunt przejawia się w tym filmie dość często i wydaje mi się, że taki był zamysł reżysera.

Humor czeski jest nie do podrobienia. Oczywiście bazuje na wyżej wymienionej ichniej otwartości, ale ma w sobie też dużą dozę absurdu. Mam wrażenie, że Marek Koterski znalazłby coś dla siebie w tym filmie – bo on też odsłaniał ludzkie słabości, bawiąc przy tym ludzi. U niego też było słodko-gorzko, ale u Jiriego Menzla to „słodko” jest chyba jednak w przewadze.

Gra aktorów jest bardzo interesująca. Czasem przypominała mi aktorstwo żywcem z niemych filmów, innym razem teatr, a jeszcze innym zupełnie amatorską produkcję. Przywykłem do poważnych, przemyślanych kreacji hollywoodzkich bądź brytyjskich, a nasi południowi sąsiedzi postawili na realizm i spontaniczność. I to się im chwali.

Co Wam będę kadził? Zdobądźcie ten film, obejrzyjcie. Można się pośmiać, można popatrzeć na świat z innej, niż ta jankeska, perspektywy. A popatrzeć warto, bo, parafrazując, Czech i Polak – dwa bratanki!

Obsługiwałem angielskiego króla (Obsluhoval jsem anglického krále); premiera: 21.12.06; reżyseria: Jirí Menzel; scenariusz: Jirí Menzel, na podstawie powieści Bohumila Hrabala pod tym samym tytułem; obsada: Ivan Barnev, Oldřich Kaiser, Martin Huba