Drzewo życia

Kino Terrence’a Malicka to kino długiego oczekiwania. Zaledwie pięć fabuł na przestrzeni blisko czterdziestu lat spowodowało, że stał się on twórcą kultowym, choć nie do końca dającym się poznać. Był niczym efemeryczne zjawisko, które miesza w głowach kinomanów, by zniknąć z pola widzenia na długie lata. W tym roku powrócił, by nauczyć nas życia.

Ja jednak jego nauk nie zamierzam przyjmować. Chaos estetyczny, toporne metafory, nachalny dydaktyzm – każdą z tych cech można przypisać tegorocznemu laureatowi Złotej Palmy w Cannes. Drzewo życia ma wszystko to, czego nie chcę w kinie widzieć.

Miałem nadzieję, że będę mógł napisać: Malick wirtuoz, wizjoner, poeta kina. Tym razem jednak jego intuicja kompletnie go zawiodła. Nakręcił film, który prawdopodobnie miał być hymnem na cześć życia, a okazał się pretensjonalną, ciężką w odbiorze opowiastką, której rytm nadaje banał.

Oglądając Drzewo życia czułem się, jak gdyby ktoś próbował w dosłowny sposób wytłumaczyć mi piękny wiersz. Jak gdyby ktoś całą tajemnicę emocji, uczuć, przeżywania, starał się zamienić na podręcznikowe regułki. To właśnie robi Malick, mówi: kochaj, walcz, bądź silny, zestawia ze sobą dwie postacie, z których jedna reprezentuje delikatną naturę duszy, druga – brutalność instynktów fizycznych człowieka. Z łatwością – nawet bez oglądania filmu – można w odpowiedni sposób przyporządkować do tych roli aktorów. Krucha Jessica Chastain przekazuje dzieciom najgłębsze uczucia, Brad Pitt w roli wymagającego tyrana uczy synów sztuki przetrwania.

Tyle tylko, że nie dowiadujemy się tego, jak kochać, ani tego, jak nienawidzić. Strzępki fabuły są na tyle niewielkie, że nie udaje się poznać bohaterów ani dokładnych relacji między nimi. Dostajemy jedynie przebłyski treści, flesze i migawki zamiast prawdziwej historii. Malick stawia na nieuchwytność przekazu, nieostrość obrazu i błądzenie na krawędzi artyzmu i kiczowatego absurdu.

Nie lubię jednak, gdy twórca uderza we mnie swoimi wyjaśnieniami, niczym obuchem. Dlaczego to robi? Po co buduje nastrój abstrakcyjnej przypowieści, by za chwilę potraktować widzów tak, jak filmowy ojciec traktuje swe dzieci – protekcjonalnie? Doprawdy nieodgadnione jest, jakie zamiary miał Terrence Malick, jednak sala kinowa, w której obejrzałem Drzewo życia, chciałaby choć trochę je poznać.

Błądząc na krawędzi, spadł w otchłań kiczu.

Tytuł: Drzewo życia
Tytuł oryginalny: Tree of Life
Premiera: 16.05.2011
Scenariusz i reżyseria: Terrence Malick
Zdjęcia: Emmanuel Lubezki
Muzyka: Alexandre Desplat
Obsada: Brad Pitt, Sean Penn, Jessica Chastain, Hunter McCracken, Laramie Eppler, Tye Sheridan