Gamer

Sezon jesienno-zimowy w polskich kinach bez wątpienia należy do Gerarda Butlera. Właśnie do kin weszło Prawo zemsty (nawet nie pytajcie, jak to brzmi w oryginale…), a wcześniej mogliśmy zobaczyć Szkota w Gamerze, którego miałem okazję oglądać. Nie wymagajcie od tego filmu zbyt wiele – wymagając dobrej rozrywki, będziecie w pełni usatysfakcjonowani.

O tym filmie naprawdę niewiele można napisać. Zamieszczony niżej trailer mówi wystarczająco dużo o fabule, ale pozwólcie, że Was wprowadzę – oto mamy do czynienia z grą, w której gracze mają do dyspozycji, zamiast wirtualnych postaci, żywych ludzi, skazańców walczących o przetrwanie. Był już ten motyw w Death Race, był w Potępionym i pewnie w kilku innych filmach. Ale pierwszy raz podano to w iście futurystycznym, i absurdalnym zarazem, opakowaniu. Nanokora mózgowa, internetowe połączenie z mózgiem więźnia i jego numer IP to kilka elementów, które są tak niedorzeczne, że aż śmieszne. Niemniej jednak ogląda się to jak mocno brutalną bajkę, w której dobro musi triumfować.

Chciałbym jedynie zauważyć, że reżyserzy i zarazem scenarzyści filmu, Mark Neveldine i Brian Taylor, wkleili do tego obrazu tyle nagich kobiet i przewijających się niepostrzeżenie scen erotycznych, że naprawdę powinniśmy zacząć się martwić o ich stan psychiczny. W filmie, w którym nie ma ani jednej okazji do zbliżenia seksualnego jest więcej rozbieranych scen niż w regularnym pornolu.

I jeszcze jedno zastrzeżenie – Michael C. Hall jest takim antagonistą, jak, nie przymierzając, Wilk dla Zająca. Ani przez chwilę Zając, czyli Butler, nie zwątpił chyba w swoje ostateczne zwycięstwo.

Gamer; premiera: 03.09.09; reżyseria: Mark Neveldine, Brian Taylor; scenariusz: Mark Neveldine, Brian Taylor; obsada: Gerard Butler, Michael C. Hall, Amber Valletta, Kyra Sedgwick, Alison Lohman, Chris ‚Ludacris’ Bridges