Idy marcowe

Political fiction to nurt w ostatnich latach mało eksploatowany w kinie. Ostatnim wartym uwagi filmem poruszającym tematykę polityczną była Wojna Charliego Wilsona, jednak przy całym swym uroku był obrazem opartym na faktach. Jeżeli chodzi zaś o thrillery polityczne, Idy marcowe są pierwszym tak interesującym dziełem od czasów Bez wyjścia z 1987 roku.

Polityka, szczególnie w Polsce, nie ma najlepszego wizerunku. To, co widzimy w mediach, to kłótnie i wojny podjazdowe głównych zawodników. Nie jest dane nam zobaczyć, jak od kuchni wygląda kampania wyborcza i jej mechanizmy. Tu z pomocą przychodzi właśnie kino. W filmie George’a Clooneya opartym na sztuce Beau Willimona zostajemy wrzuceni w sam środek rozpędzonej kampanii wyborczej. Narracja prowadzona jest z perspektywy Stephena Meyersa, młodego doradcy doświadczonego gubernatora (w tej roli sam reżyser), ubiegającego się o prawo kandydowania na prezydenta USA z ramienia partii Demokratów. Początkujący konsultant jest idealistą i jest przekonany o tym, że gubernator Morris jest najlepszym kandydatem na głowę państwa. Wierzy w zwycięstwo swojego faworyta.

Jak jednak łatwo się domyślić, ktoś szybko strąci z jego nosa różowe okulary. Tym kimś będzie Tom Duffy (Paul Giamatti), pierwszy doradca głównego partyjnego rywala Morrisa. Podczas – wydawałoby się – doskonale utajnionego spotkania konsultantów z dwóch wrogich obozów, bardziej doświadczony konkurent zasiewa w Stephenie ziarno niepewności. Zmanipulowany młodzian zaczyna wątpić w pewne zwycięstwo swojego mentora, dodatkowo wplątując się w związek ze stażystką, która wywróci świat wartości bohatera do góry nogami.

Ryan Gosling po raz kolejny doskonale odnajduje się w dynamicznej fabule, w której aż roi się od mocnych charakterów i wydarzeń, wywołujących małe trzęsienia ziemi. Nasz bohater przechodzi niesamowitą przemianę, na oczach widzów dorastając i mężniejąc. W finale nie jest już mało doświadczonym doradcą, a prawdziwym graczem, którego nikt nie chciałby mieć przeciw sobie. Z pewnością nie kandydujący na prezydenta obłudny gubernator Morris. Stephen od samego początku jest pewny siebie i swoich przekonań. Gdy kwestionuje je zawodnik z drużyny przeciwnej, bohater postanawia zmienić priorytety. Z idealisty staje się egoistą, który na dalszy plan przesuwa dobro społeczeństwa, a jego jedynym celem staje się własna kariera.

Jedyną bolączką Idów marcowych jest to, jak szybko zachodzi przemiana Stephena. Główny bohater, jeden z najbardziej obiecujących doradców politycznych w Stanach, w obliczu starszego stażem rywala zupełnie traci instynkt i wykazuje się niedopuszczalną niefrasobliwością. W tym momencie coś w nim pęka i przebojowy idealista staje się zimnym sukinsynem, po trupach idącym do celu. Nie ma w nim wątpliwości, wewnętrznego rozdarcia – w ciągu jednego dnia przechodzi trudną do wytłumaczenia metamorfozę. Zdecydowanie lepsze wrażenie robi mimo wszystko ta gorsza wersja Stephena. Może dlatego, że jest bardziej przekonująca?

Pozostałą obsadę Idów marcowych można podzielić dokładnie na pół. Pierwszy obóz stanowią wyraziste kreacje: Clooney jako mający brudne tajemnice gubernator wyzwala w sobie rzadko ukazywany wizerunek wyrachowanego drania, świetny Giamatti sprawia wrażenie człowieka z autentyczną przeszłością w polityce, a wisienką na torcie jest Marisa Tomei – seksowna, bezwzględna i zdecydowanie zbyt mało obecna na ekranie. Na drugim biegunie Philip Seymour Hoffman, odtwarzający po raz kolejny rolę rubasznego i wszędobylskiego gracza (déjà vu w kontekście wspomnianej Wojny Charliego Wilsona). Oprócz niego również śliczna i bezbronna Evan Rachel Wood, której w żaden sposób nie pozwolono się wykazać, a jej rola była tylko jednym z instrumentów w przemianie głównego bohatera. Tę wyliczankę kończy Max Minghella, który – jeśli nie weźmie się w garść – już zawsze będzie grał drugoplanowe role krzykliwych pajaców.

Właśnie ten rozdźwięk w obsadzie, a także zbyt duży pośpiech w dojrzewaniu i przemianie głównego bohatera należą do najsłabszych punktów Idów marcowych. Film Clooneya otwiera jednak przed nami świat bezwzględny i bezduszny, gdzie ważne jest to, kogo znasz i ile jesteś w stanie zaoferować, nie to, co sobą reprezentujesz. Pod tym względem kolejny świetny występ Ryana Goslinga oferuje naprawdę wysoką jakość. W tym świecie nie można ufać nikomu, dlatego pozostawiam wam odpowiedź na pytanie: skąd wziął się tytuł tego filmu?

Tytuł: Idy marcowe
Tytuł oryginalny: The Ides of March
Premiera: 31.08.2011
Reżyseria: George Clooney
Scenariusz: George Clooney, Grant Heslov, Beau Willimon, na podstawie sztuki Farragut North Beau Willimona
Zdjęcia: Phedon Papamichael
Muzyka: Alexandre Desplat
Obsada: Ryan Gosling, George Clooney, Paul Giamatti, Philip Seymour Hoffman, Evan Rachel Wood, Marisa Tomei, Jeffrey Wright, Max Minghella, Jennifer Ehle, Gregory Itzin