Juno

Amerykanie chyba lubią tematykę ciąży w ostatnich latach, bo po kasowej Wpadce mamy teraz Juno (teraz jest oczywiście pojęciem mylącym, bo premierę miał ten film początkiem września 2007…). Sytuacja jest jednak zgoła inna – pomimo, że filmowa ciąża jest również wpadką główna bohaterka ma nie 30, a jedynie… 16 lat.

Z tym oczywiście wiąże się całe zamieszanie. Mała jest niepokorną córą, a jej ojciec związał się z inną kobietą. Nie ma arystokratycznych korzeni, ale na rodzinę zastępczą dla swojego nienarodzonego dziecka wybiera młodą, bogatą parę, o manierach dużo wytworniejszych niż jej. Zżywa się z tą rodziną, jak się okazuje, odrobinę zbyt mocno…

Film, choć nominowany do tegorocznego Oscara w wielu kategoriach, m.in. najlepszy film, najlepszy scenariusz, reżyseria czy pierwszoplanowa rola żeńska, nie jest dziełem wybitnym. To historia poruszająca – daleka od banału, co prawda, ale jednak przedstawiona w niepowtarzalny, amerykański sposób. Ciąża młodej dziewczyny zazwyczaj wywołuje małe trzęsienie ziemi w życiu takiej osoby, jakkolwiek harda by nie była. Tutaj wszystko przychodzi gładko i niemal bezboleśnie. Naciągane. Niemniej jednak rola Ellen Page, która zagrała tytułową Juno, jest popisowa. Moja rówieśniczka zagrała o kilka lat młodszą dziewczynkę z prawdziwą werwą i entuzjazmem, wspaniale obrazując dylematy wyrastające przed Juno jak grzyby po deszczu. Oscar dla niej nie byłby naciągany.

Plusem tego obrazu jest ciepło płynące z ekranu. Widać przeszkody znoszone poprzez ludzkie odruchy, niechęć, która odchodzi, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Warto ten film obejrzeć. Zastanawialiście się kiedyś, co by było gdyby? Juno to ta pozytywna wersja. Warto, naprawdę warto.

PS. A facetów dodatkowo zachęcam, bo Jennifer Garner wygląda w tym filmie zjawiskowo. Cudo!

PS 2. Serio, nie chciałem czekać do kwietnia na polską premierę. Wytrwałym gratuluję.

Juno; premiera: 01.09.07; reżyseria: Jason Reitman; scenariusz: Diablo Cody; obsada: Ellen Page, Michael Cera, Jennifer Garner, Jason Bateman, J.K. Simmons