#OscarowePrzedbiegi: Wszystkie pieniądze świata

Gdy po raz drugi w swojej reżyserskiej karierze sir Ridley Scott był zmuszony do zastąpienia jednego z głównych aktorów w swym filmie (poprzedni przypadek miał miejsce w trakcie realizacji Gladiatora ze względu na nagłą śmierć Olivera Reeda), wielu wieszczyło spektakularną klęskę Wszystkich pieniędzy świata. Gdy okazało się, że zniesławionego przez zarzuty o molestowanie seksualne młodych mężczyzn Kevina Spaceya zastąpi Christopher Plummer, wieszczących klęskę jakby ubyło. Mieli rację – blisko 90-letni aktor znakomicie poradził sobie z niemalże niewykonalnym zadaniem wykreowania roli J. Paula Getty’ego w przeciągu niespełna miesiąca. Niestety, to okazało się niewystarczające – Wszystkie pieniądze świata to bowiem jeszcze jeden przykład na to, że samo dobre aktorstwo nie wystarczy, by stworzyć dobry film.

Symptomy tego, że Ridley Scott stracił swój reżyserski instynkt, pojawiają się już od lat – pomijając Marsjanina z 2015 roku, niezwykle zasłużony dla kina twórca od pewnego czasu ilości nie przekłada na jakość. Jego dzieła zawsze elektryzują widownię, ale coraz częściej także ją polaryzują, przy czym z filmu na film zwolenników jest mniej niż przeciwników. Wszystkie pieniądze świata raczej nie przyczynią się do zmiany układu sił – to film przystępny w odbiorze, nawet trzymający w napięciu i wypełniony utalentowanymi i zasłużonymi aktorami, ale położony zarówno warsztatowo, jaki i narracyjnie. Scott staje w rozkroku pomiędzy historią kryminalno-szpiegowską a przypowieścią o moralności, w efekcie nie będąc ani jednym, ani drugim. Wszystkie pieniądze świata to co najwyżej nachalny moralitet wypełniony postaciami i wzniosłymi dialogami. O ile można zrozumieć chęć stworzenia wrażenia innego świata, z którego pochodzą bohaterowie żyjący nie nieosiągalnym dla większości poziomie, o tyle słuchając ich rozmów nie można pozbyć się wrażenia sztuczności i niedorzeczności tychże konwersacji.

Wszystkie pieniądze świata to historia porwania 16-letniego Paula Getty’ego (Charlie Plummer, o dziwo niespokrewniony z Christopherem), wnuka jednego z najbogatszych ludzi globu, J. Paula Getty’ego. Nastoletni potomek magnata olejowego został uprowadzony w Rzymie przez drobnych gangsterów, którzy spodziewali się, że najzamożniejszy człowiek świata bez mrugnięcia okiem zapłaci ogromny, 17-milionowy okup (równowartość dzisiejszych 94 milionów dolarów). Tymczasem dziadek porwanego ani myślał płacić porywaczom, kierując się własną, niespotykaną jak na bogacza oszczędnością. Film Ridleya Scotta stanowi kronikę starań matki nastoletniego Paula, Abigail (Michelle Williams), która przez wiele miesięcy prowadziła negocjacje nie tylko z porywaczami, ale i z byłym teściem, usiłując zdobyć pieniądze na okup. Wszystkie pieniądze świata zaglądają za kulisy tej głośnej na cały świat afery, obserwując zarówno proces poszukiwań Paula, jak i sytuację samego uprowadzonego nastolatka, który w wyniku działań porywaczy stracił część ucha i doznał ogromnej traumy psychicznej.

Jedną z największych zagadek przed seansem filmu Scotta było to, czy ekipie filmowej udało się gładko wpleść Christophera Plummera w poszczególne sceny filmu, wcześniej realizowane przez Kevina Spaceya. Było bowiem jasne, że mimo zaangażowania Michelle Williams i Marka Wahlberga w dokrętki budżet filmu nie wytrzyma nakręcenia wszystkich scen od podstaw. Właśnie dlatego na ekranie obserwujemy kiepskie CGI podczas retrospektywnych sekwencji w Arabii Saudyjskiej, choć to rzeczywiście jedyny zgrzyt w procesie wymiany aktorów. Plummer należy bowiem do najmocniejszych punktów Wszystkich pieniędzy świata, choć jest to aktor, który nigdy nie schodzi poniżej wysokiego poziomu i akurat jego znakomity występ nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Jednocześnie nie wydaje mi się, by wiekowy aktor mógł zagrozić zwycięstwu Sama Rockwella w oscarowym wyścigu. Osobliwym przypadkiem jest we Wszystkich pieniądzach świata kreacja Michelle Williams. Jedna z najzdolniejszych współczesnych aktorek gra w sposób zmanierowany i przerysowany, choć jestem niemal pewien, że wynika to z konieczności wiernego odwzorowania postaci. Trudno jednoznacznie ocenić jej występ jako dobry lub zły – niektóre sceny z Williams są wspaniałe, inne diabelnie sztuczne i ta huśtawka bywa dla widza irytująca. Nie ma za to wątpliwości co do trzeciego głównego aktora w tej stawce – partnerujący Plummerowi i Williams Mark Wahlberg robi to, co umie najlepiej, czyli jest… Markiem Wahlbergiem.

Wszystkie pieniądze świata popełniają całą masę grzechów, których nie sposób wybaczyć filmowi o takim rozmachu i z takim reżyserem u sterów. Rozpoczynające film kwestie z offu wypowiadane przez Paula przesadnie skracają fabułę, zaś z drugiej strony w dziele Scotta znajdziemy wiele niepotrzebnych, niczego nie wnoszących scen, często urwanych i pozbawionych puenty. Szkoda też, że film nie porusza kwestii tego, co działo się z Paulem w latach po porwaniu, gdy zmagający się z traumą uprowadzenia przedawkował narkotyki i doznał udaru. We Wszystkich pieniądzach świata mnóstwo jest pozorów i sztuczności, ale nie jest to pełen blichtru fałsz ludzi bogatych, lecz samego dzieła – tu nawet finałowy przejazd samochodem przez Rzym z okupem wygląda jak wycieczka śladami przewodnika turystycznego. Obawiam się, że J. Paul Getty nie „kupiłby” tego filmu, bo mimo kilku mocnych elementów, takich jak rola Plummera czy kryminalno-szpiegowski wątek z rewelacyjną kulminacją w finale, najnowsze dzieło sir Ridleya Scotta to bardziej imitacja filmowego widowiska niż wartościowe dzieło.

Film obejrzałem dzięki uprzejmości kina Cinema City Wroclavia (www.cinema-city.pl/kina/wroclavia).

5/10

Tytuł: Wszystkie pieniądze świata
Tytuł oryginalny: All the Money in the World
Premiera: 21.12.2017
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: David Scarpa, na podstawie książki Johna Pearsona
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Muzyka: Daniel Pemberton
Obsada: Michelle WilliamsChristopher PlummerMark WahlbergRomain DurisCharlie PlummerMarco LeonardiAndrea Piedimonte Bodini