Ostatnie tango w Paryżu

Ostatnie tango w ParyżuEmocjonalnie epileptyczny Marlon Brando, pełna młodzieńczej witalności Maria Schneider i wyuzdany, nowofalowy romans, rozgrywający się w obskurnym, opuszczonym paryskim mieszkaniu. Podstarzały wdowiec i rozwiązła nastolatka w oczach Bernardo Bertolucciego. Z tego mógł powstać tylko pełen szaleństwa erotyk.

Nie podobało mi się to ostatnie tango. Doceniam hołd złożony nowej fali, bo konkretne ujęcia, szalone postacie, dynamiczna i niespójna akcja plasuje obraz Bertolucciego w jednym szeregu z dziełami Godarda czy Truffaut. Niestety, pretensjonalne aktorstwo Brando psuje tę nowofalową nutę, fałszuje dramat zawarty w romansie Paula i Jeanne. Fetyszystyczne skłonności Amerykanina, próby zepsucia naiwnej Francuzki są zbyt trywialne, wręcz barbarzyńskie, dlatego trudno mi oceniać Ostatnie tango w Paryżu w kategoriach filmowej poezji.

Bertolucci w swoim kulcie fizyczności, seksualności ludzkiego ciała prawdopodobnie trafia w sedno, pokazuje nam nas w wersji bez zahamowań i barier. Co z tego, jeśli pieszczoty w wykonaniu Jeanne wyglądają co najmniej niesmacznie, a my mamy ochotę zamknąć Paula w więzieniu za próbę wykorzystania tej pięknej niewiasty? Nie jestem przecież pruderyjny, ale znam obrazy dużo bardziej zmysłowe, a przy tym niewiele grzeczniejsze niż Ostatnie tango…. Stara-nowa fala, w wydaniu fetyszystycznym.

Tytuł: Ostatnie tango w Paryżu
Tytuł oryginalny: Ultimo tango a Parigi
Premiera: 14.10.1972
Reżyseria: Bernardo Bertolucci
Scenariusz: Bernardo Bertolucci, Franco Arcalli
Zdjęcia: Vittorio Storaro
Muzyka: Gato Barbieri
Obsada: Marlon Brando, Maria Schneider, Jean-Pierre Léaud, Maria Michi