Ondine

Prawdopodobnie żaden film Neila Jordana nie miał takiego publicity, jak Ondine. Wystarczyła plotka o tym, że to właśnie na planie tego filmu rozgorzała miłość Colina Farrella i Alicji Bachledy. Całe szczęście, że na tym kończy się tabloidowy wymiar tego filmu. Najnowszy film Jordana to zgrabnie opowiedziana współczesna baśń, momentami bardzo gorzka, ale przede wszystkim bardzo melancholijna i nastrojowa. Bez plastiku.

Słowem-kluczem w tej recenzji będzie selkie. To pojęcie z mitologii celtyckiej oznacza półczłowieka-półfokę. A dokładniej – półkobietę-półfokę. Według celtyckich wierzeń istoty te potrafiły zrzucić swą foczą skórę na lądzie i przekształcić się w kobietę. Przez większą część filmu naprawdę pragniemy wierzyć, że Bachleda to selkie. Colin Farrell pod postacią rybaka Syracuse’a wyławia ją z Morza Celtyckiego i postanawia się zaopiekować biednym stworzeniem, które każe na siebie mówić – Ondine.

Nietrudno zgadnąć co dalej. Mówiąca z obcym akcentem dziewczyna skradnie serce zarówno Circusa (jak onegdaj zwano rybaka), jak i jego nad wiek inteligentnej, chorej na nerki córeczki Annie (rewelacyjna wprost Alison Barry). Dziać się będą rzeczy nieprawdopodobne, baśniowe, dopóki zagadka Ondine nie zostanie przez scenarzystów wyjaśniona brutalnie – bo prozaicznie.

Bez plastiku. To na pewno można powiedzieć o filmie Jordana. Mężczyźni są zarośnięci i nieatrakcyjni, kobiety niepomalowane. Irlandia jest ponura, choć – sam przecież wiem to doskonale – w rzeczywistości wcale taka nie jest. Ale taka właśnie miała być ta baśń. Szara, przysłonięta problemami zwykłych ludzi, przeszkodami każdego dnia. Ondine to nie seksbomba, choć gdy pojawia się w samej bieliźnie mężczyźni nerwowo kręcą się w fotelach.

Colin Farrell o dziwo nie działa mi na nerwy, jego dialogi ze Stephenem Rea jako księdzem (WIELKA klasa) są niesamowicie zabawne. Jak wspomniałem, Alison Barry jest znakomita w roli inteligentnej, choć nieco przemądrzałej, schorowanej córki Syracuse’a. Blado wypada nasza Alicja – jest nijaka, nawet w scenach największego dramatycznego uniesienia jest dość apatyczna. Na szczęście na tle wiecznie pochmurnej irlandzkiej pogody nie rzuca się to tak w oczy.

Zakończenie tej baśni jest jednak aż nadto przyziemne. Zbyt wiele zostaje powiedziane, zbyt mało pozostaje tajemnicy. To już nie selkie, to już nie Ondine. To zwykła kobieta po przejściach. I baśń znika.

Ondine; premiera: 18.02.10; reżyseria: Neil Jordan; scenariusz: Neil Jordan; obsada: Colin Farrell, Alicja Bachleda, Alison Barry, Stephen Rea