Życie Pi

lifeofpi-posterGdyby za filmem Życie Pi stał Paulo Coelho, zupełnie nie dziwiłby mnie quasi-metafizyczny wydźwięk tego filmu. Moje zaskoczenie wynika stąd, że Ang Lee dotąd w swoich dziełach nie zajmował się poszukiwaniem Boga i Oświecenia – zamiast tego skupiał się na bohaterach afirmujących życie i spełniających własne pragnienia. W swoim najnowszym dziele, nominowanym do Oscara w aż 11 kategoriach, pochodzący z Tajwanu reżyser staje się jednak bardziej newage’owym szamanem niż twórcą filmowym.

I właśnie przyznanie aż tylu nominacji Życiu Pi jest najlepszym podsumowaniem gustów obecnych członków Akademii, a także dowodem na to, że zdobycie ich zainteresowania nie jest dla doświadczonego (i odpowiednio sponsorowanego) twórcy szczególnie trudnym zadaniem. Lee oparł swój najnowszy film o bestsellerową powieść Yanna Martela, która sama w sobie jest materiałem niezwykle barwnym i wdzięcznym dla filmowca. W ekranizacji literackiego pierwowzoru twórca Ostrożnie, pożądanie dał się ponieść wyobraźni godnej prawdziwego artysty – Życie Pi urzeka fantastycznymi barwami i pięknymi pejzażami, mimo że losy głównego bohatera rzadko dostarczają mu powodów do radości.

Film Anga Lee, podobnie jak książka, opowiada o losach Piscine’a „Pi” Patela, obecnie już dorosłego mężczyzny żyjącego w Kanadzie. Życie Pi ukazuje nam całe jego dotychczasowe życie, od dzieciństwa w najbardziej francuskiej części Indii, regionie Puducherry, aż po teraźniejszość. Clue fabuły stanowi jednak czas spędzony przez nastoletniego Pi w szalupie ratunkowej na Pacyfiku, gdzie znalazł się po katastrofie statku. Zdruzgotany utratą całej rodziny, bohater musi stawić czoła wyzwaniu, jakim jest przeżycie na jednej szalupie z dzikimi zwierzętami – zebrą, orangutanem, hieną i tygrysem. Osobliwi pasażerowie pochodzą z zoo, które prowadził ojciec Piscine’a, a które wraz z rodziną Patelów płynęło do Kanady.

Jak nietrudno przewidzieć, zwierzęta nie tolerują swego towarzystwa zbyt długo. Po początkowym szoku drapieżniki zaczynają się eliminować, a zwycięzcą okazuje się tygrys o wdzięcznym imieniu Richard Parker. Pi początkowo ogarnia panika, jednak znajduje sposób na możliwie bezpieczną egzystencję w towarzystwie tygrysa. Stopniowo uzależnia dzikie zwierzę od siebie, zbliżając się do niego i nawiązując coś, co Pi uznaje za przyjaźń. Znaczna część filmu poświęcona jest właśnie perypetiom dwóch osobliwych bohaterów na oceanie, przeżywających sztormy, atakowanych przez ławice latających ryb i po prostu starających się przeżyć. Przez 227 dni Pi dba nie tylko o własne życie, ale stara się również ocalić niebezpiecznego towarzysza.

A całą opowieść snuje już dorosły, czterdziestokilkuletni Piscine, mieszkający teraz w Kanadzie i przekazujący swoje wspomnienia miejscowemu pisarzowi, w którym należy upatrywać samego Yanna Martela. Jest to opowieść barwna, pięknie sfotografowana i pełna realizatorskiej wyobraźni, a jednak nużąca. Reżyser wtóruje autorowi powieści w nasycaniu historii hinduskiego rozbitka mnogością kulturowych odwołań – Pi to Robinson Cruzoe, Hiob i Benjamin Button jednocześnie. Ciężko doświadczony, zmuszony do porzucenia miłości swego życia, wykazuje się nadludzkim wysiłkiem, by przeżyć w ekstremalnych warunkach. Choć porównania do Avatara wydają się być wygodnym uproszczeniem, sposób ukazania cudów fosforyzującej flory jednoznacznie kojarzy się z megahitem Camerona.

Lee podszywa swą wizualną błyskotkę mądrościami godnymi religijnych przywódców. Choć poszukiwanie wiary przez dojrzewającego Piscine’a jest wątkiem niezwykle zabawnym i nadającym osobowości bohatera intrygującego kształtu, przybliża Życie Pi raczej do Jedz, módl się, kochaj niż do Ludzi Boga czy choćby Slumdog Millionaire, choć to chyba właśnie dzieło Boyle’a było inspiracją dla wizualnego przepychu filmu Anga Lee. Razi także permanentny dydaktyzm w wypowiedziach rodziców głównego bohatera – może się wydawać, że, zamiast prawdziwie wychowywać syna, zajęci są przekazywaniem mu formułek rodem z podręczników życia.

Życie Pi zostało przez kapituły przyznające najważniejsze nagrody dostrzeżone ze względu na niesamowitą atrakcyjność wizualną, porównywalną do obecnej niedawno w naszych kinach Samsary, równie barwnej, choć zdecydowanie bardziej mrocznej. Lee stworzył film zachwycający w warstwie wizualnej, ale zupełnie błahy na polu fabuły, przez co Życie Pi nuży. Scena katastrofy statku zapiera dech w piersiach, finał opowieści zapewnia niezbędną dawkę zaskoczenia, ale pod płaszczykiem hollywoodzkiego efekciarstwa znajdujemy jedynie blichtr złotoustego banału.

Tytuł: Życie Pi
Tytuł oryginalny: Life of Pi
Premiera: 28.09.2012
Reżyseria: Ang Lee
ScenariuszDavid Magee, na podstawie powieści Yanna Martela
ZdjęciaClaudio Miranda
MuzykaMychael Danna
ObsadaSuraj SharmaIrrfan KhanAdil HussainTabuRafe SpallGérard Depardieu