Nie jest łatwo być częścią muzycznej rewolucji, nawet jeśli odbywa się ona wyłącznie w ramach określonego gatunku. Niełatwo było zwłaszcza na początku lat 90-tych, kiedy w muzyce działo się dużo, szybko i głośno, a nowe gwiazdy gasły tak szybko jak rozbłysły. Boleśnie przekonuje się o tym bohater Edenu, Paul (Félix de Givry), którego poznajemy jako nastolatka zafascynowanego muzyką house, a zwłaszcza jego odmianą o nazwie garage.

Mia Hansen-Løve nie odkrywa przed nami nieznanych lądów – bezlitosny świat szołbizu gościł na ekranach wielokrotnie, nierzadko szczerząc kły i ostrzegając tych, którzy marzą o jego podbiciu. Także tym razem branża muzyczna nie okazuje się spełnieniem marzeń protagonisty. Zakochany w syntetycznych dźwiękach Paul, który staje się uczestnikiem formowania się prawdziwego muzycznego fenomenu, szybko przekonuje się, że scena house’owa nie do końca odwzajemnia jego miłość. Bohater zaczyna karierę w duecie dj-skim Cheers na początku lat 90-tych, w tym samym czasie, co dziś już legendarni Daft Punk. Po początkowych sukcesach, które umożliwiły występy za oceanem, zapotrzebowanie na muzykę serwowaną przez Paula i Stana maleje, a oni nie są w stanie nadążyć za zmieniającymi się trendami. Dramatem głównego bohatera staje się to, iż nie dostrzega on zachodzących wokół niego zmian.

Hansen-Løve udanie podkreśliła niedopasowanie protagonisty do zmieniających się realiów – rok po roku Paul staje się coraz bardziej żałosnym przykładem obsesji na punkcie marzenia, od spełnienia którego dzieliło go tak niewiele. Skonfrontowana z sukcesem Daft Punk kariera bohatera jawi się jako pasmo skromnych wzlotów i spektakularnych upadków, powodowanych głównie przez kilogramy kokainy, które przez okres kilkunastu lat wciąga w siebie Paul. Niedojrzałość protagonisty jeszcze wyraźniej zarysowuje się w jego relacjach z kobietami, które traktuje w sposób powierzchowny i instrumentalny. Odpycha od siebie kolejne kochanki i nie potrafi zawalczyć o jedyną, jak się później okaże, dziewczynę, którą potrafi prawdziwie pokochać. Bohater popada w coraz większe długi powodowane przez zbyt wystawne życie. Proza życia dopada go, gdy jest już za późno na robienie kariery w normalnej pracy – niekompatybilność Paula daje sobie znać nawet po trzydziestce, utrudniając mu funkcjonowanie w szarej codzienności.

Mam pewien problem z Mią Hansen-Løve – jej bohaterowie są skrajnie irytujący. Francuska reżyserka ma bowiem tendencję do portretowania nadwrażliwców, z którymi trudno jest mi się utożsamić. Z jednej strony można podziwiać Paula za konsekwencję w realizacji marzenia, z drugiej jednak jego kaprysy i lekkoduchostwo powodują, że nie mamy ochoty mu kibicować. Podobne odczucia miałem także przy okazji poprzedniego filmu artystki, Goodbye First Love, w którym więcej niż życia było histerycznych wybuchów miłości i rozpaczy. Emo-poetyka zbliża Hansen-Løve bardziej do jej męża Oliviera Assayasa, także często portretującego niespokojnych, zagubionych bohaterów, niż np. do realistycznego kina Emmanuelle Bercot. Odrętwienie bohatera, spowodowane zarówno nadużywaniem narkotyków, jak i brakiem artystycznego uznania, przenosi się na charakter filmu, który – zamiast oszałamiać kolorytem house’owej subkultury – przytłacza apatycznymi bohaterami i historią pozbawioną spektakularnych momentów

Pisząc ten tekst, słucham ścieżki dźwiękowej z Edenu. I ciężko mi uwierzyć, że tak energetyczna, syntetycznie pulsująca muzyka akompaniuje tak mało charakternemu obrazowi. Jeśli Hansen-Løve próbowała stworzyć portret pokolenia, to zupełnie jej to nie wyszło, bowiem pokolenie musi mieć wyróżniających się bohaterów, a w Edenie ich zabrakło. Skądinąd wiemy jednak, że muzyczne lata 90-te na brak charyzmatycznych bohaterów nie mogły narzekać.

Tytuł: Eden
Premiera: 5.09.2014
Reżyseria: Mia Hansen-Løve
Scenariusz: Mia Hansen-Løve, Sven Hansen-Løve
Zdjęcia: Denis Lenoir
Muzyka: Raphael Hamburger (nadzór nad ścieżką dźwiękową)
Obsada: Félix de Givry, Pauline Etienne, Vincent Macaigne, Hugo Conzelmann, Zita Hanrot, Roman Kolinka, Hugo Bienvenu, Arsinée Khanjian, Greta Gerwig, Golshifteh Farahani

By

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *