Łacińska sentencja mówi: “inter arma silent leges” – podczas wojny milczą prawa. Gdy rozpętuje się wojenne piekło, wszelkie cywilizowane i humanitarne zasady albo całkowicie znikają, albo są nagminnie kwestionowane. Dotyczy to nawet tak absolutnie uniwersalnie zrozumiałych zasad jak zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony dzieciom. Brutalnie przekonują się o tym wolontariusze Czerwonego Półksiężyca, którzy otrzymują telefon ze Strefy Gazy z desperackim wołaniem o pomoc. To właśnie wtedy po raz pierwszy słyszą “Głos Hind Rajab”.
Film Kaouther Ben Hanii, uznanej tunezyjskiej reżyserki, jest kolejnym jej dziełem balansującym na granicy fabuły i dokumentu. Twórczyni “Czterech córek” była ponoć w trakcie prac nad kolejnym pełnym metrażem, ale usłyszawszy o zabójstwie Hind Rajab, 5-letniej palestyńskiej dziewczynki, która wraz z rodziną usiłowała uciec z Gazy, nie umiała myśleć o niczym innym. Skontaktowała się z wolontariuszami Czerwonego Półksiężyca, którzy brali udział w próbie uratowania dziewczynki, a także z jej matką, zbierając materiały niezbędne do jak najbardziej wiarygodnego przygotowania filmowej rekonstrukcji. Bo właśnie tym jest “Głos Hind Rajab” – na poły fabularną, na poły reporterską rekonstrukcją tragicznych zdarzeń, które wstrząsnęły grupą pracowników zdalnej jednostki ratunkowej Czerwonego Półksiężyca. Otrzymawszy zgłoszenie, prowadzili wielogodzinne próby ocalenia dziewczynki, która przebywała w ostrzelanym przez wojska izraelskie samochodzie wśród ciał swoich bliskich. Na przeszkodzie stawały im m.in. skomplikowane i czasochłonne procedury, które opóźniały wysłanie jednostki ratunkowej.

“Głos Hind Rajab” to niezwykle sugestywne przeniesienie prawdziwego ludzkiego dramatu w ramy sztuki filmowej. W filmie Ben Hanii słyszymy autentyczne nagrania, z którymi “dialog” prowadzą aktorzy. Ich emocje ani przez chwilę nie budzą wątpliwości – wcielenie się w wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca, którzy raptem kilka miesięcy wcześniej rzucali na szalę wszystkie możliwe środki, byleby tylko zwiększyć szanse Hind na przeżycie, musiało być doświadczeniem iście granicznym. Nie sposób sobie wyobrazić równie wymagające wyzwanie aktorskie – “Głos Hind Rajab” to przecież nie film powstały na kanwie wymyślonego przez kogoś scenariusza; to inscenizacja tragicznych wydarzeń, które wciąż są żywe w pamięci tych, którzy w nich uczestniczyli. Trudno mówić tu o nawet o rozdrapywaniu ran, bo one nie miały jeszcze okazji się zabliźnić.

Film Kaouther Ben Hanii to doświadczenie, z którym zapewne nie każdy widz sobie poradzi – niektórzy mogliby wręcz przyrównywać “Głos Hind Rajab” do kina eksploatacji i nie byłyby to zarzuty zupełnie nietrafione. Twórcy wrzucają widzów w sam środek wojennej traumy – choć nie tej z pierwszej linii frontu – i nie pozwalają odwrócić wzroku. Nie ma tu jednak nacisku na zajmowanie stanowiska – nie o racjonalizowanie postaw tu chodzi, lecz o obserwację podstawowych ludzkich odruchów w obliczu czegoś tak katastrofalnego i definitywnego jak wojna. Odczucia wolontariuszy Czerwonego Półksiężyca – ta nieznośna mieszanka chęci pomocy i obezwładniającej bezsilności – to coś, czego nie można sobie wyobrazić; to trzeba zobaczyć. Artystyczne wybory Ben Hanii, polegające na mieszaniu technik filmu aktorskiego z dokumentem czy wręcz reportażem, tylko wzmagają immersyjność tego doświadczenia.

W obecnych czasach, w dobie internetu i powszechnego dostępu do informacji z całego świata, żyjemy w swoistym paradoksie: wiedząc o tych wszystkich globalnych konfliktach, wciąż uważamy je za odległe, czasem nawet egzotyczne. “Głos Hind Rajab” to film dla tych, którzy pragną lepiej zrozumieć to, co dzieje się tysiące kilometrów od naszych granic. To zarówno ekstremalne kinowe przeżycie, jak i osobliwa lekcja wiedzy o świecie i człowieczeństwie – a także jego braku. Dzieło Kaouther Ben Hanii to film, który powinien obejrzeć każdy – by wyjść ze strefy komfortu, by skonfrontować się z brutalnością świata. To bolesna, ale niezwykle cenna lekcja.
