NIEDOPATRZENIE #18: Autostopowicz

W 18. odcinku cyklu NIEDOPATRZENIE rozmawiamy z Maćkiem Niedźwiedzkim o klasyku epoki VHS, thrillerze Roberta Harmona Autostopowicz z 1986 roku z Rutgerem Hauerem w roli tytułowego pasażera-psychopaty.

Dawid: Nie wiem jak to się stało, że dotąd nie widziałem Autostopowicza. Pamiętam z tego filmu niektóre sceny (jak choćby ta, w której Rutger Hauer wygląda przez tylną szybę zza pluszowego misia), ale nigdy nie obejrzałem go w całości. A tymczasem to jest bardzo dobry thriller, przewrotny w sposobie ukazania głównego antagonisty.

The Hitcher

Maciek: Ja od zawsze o tym filmie wiedziałem i był na moim radarze. Wizerunek Rutgera Hauera od razu rozpoznawałem, a fotosy z filmu zawsze gdzieś nieopodal były obecne. Tylko kurczę, ja myślałem, że to zupełnie innego rodzaju kino. Miał to być raczej standardowy thriller, a dostałem dużo, dużo więcej. Wiele w Autostopowiczu wątków, nad którymi długo się zastanawiałem po seansie.

Dawid: Mnie zastanowił właśnie sposób przedstawienia głównego czarnego charakteru. Rzadko kiedy zdarza się, by film nie poświęcił ani sekundy na przybliżenie postaci psychopaty, wyjaśnienie jego motywów, a w Autostopowiczu niczego nie dowiadujemy się o Johnie Ryderze. To człowiek, który po prostu zabija w sposób niepohamowany, ale dlaczego to robi? Tego się nie dowiadujemy.

Maciek: Tak, zdecydowanie. To ciekawy zabieg, taki na przekór psychoanalitycznemu thrillerowi (Psychoza), gdzie motywacje, pragnienia i lęki są uzasadniane, szuka się przyczyny działania. Autostopowiczowi w tym względzie bliżej do takiego Halloween. Przenosi to również Johna Rydera w inny porządek. To bardziej postać-symbol, uosobienie jakiejś siły, odbiera mu typowe ludzkie cechy i pragnienia. Zaprowadziło mnie to też do mojego pierwszego wniosku: czy mu dużo więcej wiemy o młodym Jimie Halseyu? Jeszcze w trakcie filmu zacząłem dwójkę tych bohaterów traktować paralelnie. Jest sporo analogicznych scen i uzupełnień. Jest między nimi niezwykle interesująca więź.

The Hitcher

Dawid: To prawda, cały czas zastanawiało mnie dlaczego Jim ma takie opory przed unicestwieniem swego prześladowcy. Zabawny jest komentarz Jima przy pierwszej interakcji z Ryderem, kiedy zaprasza go do samochodu: „Mama mówiła mi, bym nigdy tego nie robił”. No i młody Halsey nie posłuchał mamy, a to nigdy nie popłaca! O chłopaku wiemy niewiele, poza tym, że jedzie zawieźć auto do San Diego – to też nietypowe, bo trochę trudniej kibicować komuś, o kim nie wie się niemal nic. Całe starcie Jima i Johna (dwa popularne męskie imiona rozpoczynające się na literę J – przypadek?) to niemal jak walka dobra ze złem, niewinności z zepsuciem. Tu nie ma motywacji, tylko nieustanne ścieranie się, konfrontowanie. Ryder bawi się z Jimem w kotka i myszkę, jak gdyby chcąc wywołać w młodym, Bogu ducha winnym chłopaku przyspieszoną przemianę w bezwzględnego mężczyznę. Kto wie, może sam też przeszedł kiedyś taki rytuał?

Obserwując relację Jima i Johna, do pewnego momentu miałem skojarzenia z syndromem sztokholmskim – niby chłopak jest ofiarą tego psychopaty, ale jednocześnie czuje fascynację jego osobą.

Maciek: Może syndrom sztokholmski, ale dla mnie bardziej to dwie strony tego samego bohatera. John Ryder objawia się Jimowi, gdy granica między jawą a snem się zaciera. Na początku filmu Jim zasypia za kierownicą i bum: Ryder pojawia się przy drodze i zaraz wchodzi do auta. Albo scena, gdy Jim wychodzi z celi i przechodzi przez komisariat, podążając za owczarkiem niemieckim. Przyznaj, też byłeś w szoku, gdy okazało się, że to dzieje się naprawdę, bo cała inscenizacja sugeruje sen bądź majaki. Kiedy jeszcze John jest Jimem? Choćby wtedy, gdy kładzie się obok Nash na łóżku, powtarza jego pozycję i pewnie czynność, bo Jim też przytuliłby się do niej. Bardzo podobało mi się jak reżyser przeskakuje między tymi dwoma bohaterami i łączy ich ze sobą. Tak samo jak między rzeczywistą akcją a wyobrażoną. Halloween dla Autostopowicza to jeden punkt odniesienia. Drugim na pewno też jest Koszmar z ulicy Wiązów.

The Hitcher

Dawid: Ten Koszmar z ulicy Wiązów to może nieco zbyt jaskrawy przykład, ale jest coś w tym onirycznym początku Autostopowicza, który pozwala myśleć, że John Ryder to jedynie wytwór umysłu Jima. I jeszcze ta westernowa ikonografia – te amerykańskie bezdroża, ta policja stanowa, będąca uwspółcześnioną wersją szeryfów z Dzikiego Zachodu i symboliczne stacje benzynowe, niczym oazy na pustyni, tu bardziej jako fatamorgany, bo w większości przecież to stacje niedziałające. Jest coś zdradliwego w tej dzikości amerykańskiego krajobrazu – w Autostopowiczu to doskonała sceneria dla gry, którą prowadzi antagonista. No i jeszcze to nazwisko – Ryder, czyli jeździec (co prawda pisane przez „y”, ale znaczeniowo jednakie), jak ci westernowi jeźdźcy: niekiedy szlachetni, niekiedy źli do szpiku.

Maciek: Ciekawe jest też to, co Ryder zrobił z Jimem. Spadek zaufania do służb powoduje, że Jimmy staje się samozwańczym mścicielem. Z kolei Nash, która uosabiała jakąkolwiek normalność zostaje rozerwana na pół na jego oczach. Po tym wszystkim Jimmy nie ma szans na odbudowę. Autostopowicz mógłby mieć podtytuł: Narodziny Jimmy’ego Rydera.

Dawid: Dlatego właśnie napisałem wcześniej, że być może Ryder także kiedyś został w ten sposób „zezwierzęcony”, a teraz w pewien pokrętny sposób przekazuje pałeczkę. Mnie Autostopowicz uderzył jako przestroga przed… pomaganiem innym. Jim zabiera Rydera co prawda głównie po to, by nie zasnąć za kierownicą, ale jednak pomaga człowiekowi w potrzebie – zostaje za to ukarany, choć nie tak dotkliwie jak Nash, która z kolei pomaga Jimowi. Wszyscy, którzy jakkolwiek usiłują zaprowadzić porządek, pomóc, oddać komuś sprawiedliwość, kończą bardzo źle. I to też w jakiś sposób niszczy głównego bohatera, odbiera mu niewinność.

The Hitcher

Maciek: To ja nie za bardzo szukałem tu mott i przesłań. Na pewno zostanie ze mną wrażenie zagrożenia, niepokoju. Reżyser Robert Harmon doskonale gra na uwadze widza, osacza. Każdy ruch kamery wydaje się przemyślany i zaprojektowany pod osiągnięciu tego konkretnego efektu. Muszę jeszcze pociągnąć wątek analogii i odwołań. Jeśli chodzi o tę grozę i nieustępliwość w akcji to John Ryder przypomina Terminatora (oba filmy wydają się też całkiem zbieżne), a nieskuteczne próby zrozumienia motywacji, poznania imienia, przeszłości i te przesłuchania połączyły mi Autostopowicza z, sorry za powierzchowność, Mrocznym Rycerzem. Oba filmy w kreacji antagonistów operują niedopowiedzeniem i niedookreśleniem. John Ryder i Joker działają na podobnych zasadach.

Dawid: Terminator owszem, choć on miał czytelną misję, o której widzowie, z Mrocznym Rycerzem to według mnie już znacznie mniej trafiony strzał. Nie do końca pamiętam wszystkie szczegóły narracji wokół Jokera, ale jednak był szefem grupy przestępczej, chce pieniędzy i władzy, więc jego motywacje są dość przejrzyste. Daleko mu do zagadkowego psychola z bezdroży, który pojawia się i znika, nie wyjaśniając absolutnie niczego na swój temat. To chyba też jeden z morałów tej historii – że zagrożenie nie musi być znajome, a wręcz rzadko kiedy jest. Mam wrażenie, że na Johnie Ryderze prędzej wzorowałyby się czarne charaktery z Funny Games, znęcający się nad ludźmi dla czystej satysfakcji.

Maciek: Z tym Jokerem się nie zgodzę. To dobry punkt odniesienia. Joker nie chce ani pieniędzy (pali je przecież w filmie) ani władzy, bo nie wprowadza nowego porządku. Joker chce chaosu, łamania norm i całkowitego rozprogramowania społecznego i moralnego systemu. John Ryder jest bliski temu. Burzy tylko porządek, nie chce z tego żadnych majątkowych korzyści, nic konkretnego nie zyskuje. Jego ofiarą jest jedynie Jimmy, któremu przetrąca etyczny kręgosłup.

The Hitcher

Dawid: Ujmę to inaczej – bardziej różnić się nie mogli! Joker to showman z misją, ma ambicje, by zrewolucjonizować świat przestępczy, ma czytelnego wroga („Kill Batman!”), jest zorganizowany i wiemy o nim o wiele więcej. To jest kompletnie inna postać niż ten tajemniczy psychol z Autostopowicza. Jedyne, co ich łączy, to kompletny brak skrupułów. Ale chyba musimy „zgodzić się, że się nie zgadzamy” (angielskie idiomy tak trudno przetłumaczyć…), widziałeś Mrocznego Rycerza znacznie więcej razy niż ja, prawdopodobnie dostrzegłeś coś, czego ja nie odnalazłem. Tymczasem chciałbym przejść do ocen – Autostopowicz ode mnie dostaje 8/10, naprawdę nie mam się tu do czego przyczepić, ale z drugiej strony aż takim arcydzielnym thrillerem film Harmona nie jest.

Maciek: Ode mnie też 8/10. Za intrygująco sportretowanego, enigmatycznego Johna Rydera. Za tę zastanawiającą więź między Jimem i Johnem, za to jak się uzupełniają i na siebie wpływają. Za to wprowadzające w zastanowienie przenikanie snu i jawy. Wiele tu jest dobrego. Harmon kompetentnie podszedł do gatunku i wiele z niego wydobył. To na pewno film na więcej niż jeden seans.

———————————

Maciej Niedźwiedzki – krytyk filmowy, redaktor portalu Film.org.pl, niezrównany znawca filmów animowanych. O sobie pisze tak:

Kino potrzebowało sporo czasu, by dać nam swoje największe arcydziełoczyli Tajemnice Brokeback Mountain. Na bezludną wyspę zabrałbym jednak ze sobą trylogię Toy Story. Od dłuższego już czasu w redakcji Filmorgu. Najwięcej uwagi poświęcam animacjom i, co roku w maju, festiwalowi w Cannes. Z kinem może równać się tylko jedna sztuka: futbol.

OCENY

Dawid: 8/10
Maciek: 8/10