Chłopiec na rowerze

Bracia Dardenne dalecy są od kreowania okazałych filmowych światów, do których zapraszaliby widzów. Przeciwnie – rzeczywistość w swoich dziełach odtwarzają w skali 1:1, w naturalistyczny sposób ukazując wszelkie ułomności bohaterów i społeczne choroby. Paradokumentalny styl ich obrazów często przypada do gustu krytykom na największych światowych festiwalach – nie inaczej stało się w przypadku Chłopca na rowerze, najnowszej propozycji sygnowanej nazwiskiem belgijskich reżyserów.

I choć nie udało im się zdobyć trzeciej Złotej Palmy w Cannes – tym razem musieli zadowolić się Grand Prix – minimalistyczna opowieść o chłopcu szukającym ojca spotyka się z powszechnym uznaniem zarówno filmoznawców, jak i widzów. Ci drudzy dostrzegają w Chłopcu… własne problemy i pragnienia, potrafią utożsamić się z bólem dziecka i zrozumieć jego bunt. Krytykom i znawcom warsztatu filmowego do gustu przypadnie zaś łatwość, z jaką bracia Dardenne problemy mikro przedstawiają w skali makro. Pozornie partykularne interesy głównego bohatera stają się metaforą bardzo uniwersalnego zjawiska.

Oto Cyril. Ma około dwunastu lat, mieszka w domu dziecka i czeka na ojca. Czeka, bo ten obiecał mu, że odbierze go w ciągu miesiąca i wszystko będzie dobrze. Czeka, bo przecież tata nigdy nie zostawiłby go u obcych, nie uciekłby tak po prostu. Przecież go kocha. Cyril dociera do mieszkania ojca, by zobaczyć tylko puste ściany. Przeprowadza własne, dziecięce śledztwo, by dowiedzieć się, gdzie podział się jego tata i czy można się z nim jakoś skontaktować. Przypadkowo trafia na Samanthę, młodą fryzjerkę, która zapragnie mu pomóc i zaopiekować się nim. Razem odnajdują ojca chłopca, tylko po to, by dowiedzieć się, że rodzic nie czuje się już rodzicem i nie zamierza opiekować się swoim synem. Zdruzgotany Cyril trafi pod opiekę Samanthy, lecz traumatyczne przeżycie wywoła w nim bunt przeciwko jedynej osobie, która obdarowuje go ciepłem i miłością.

Dardenne nie uznają pokrzepienia i nadziei jako elementów paradygmatu kina. Lata spędzone na tworzeniu filmów dokumentalnych odcisnęły swój ślad zarówno na formie, jak i treści fabuł belgijskiego duetu. Tutaj nie ma miejsca na cudowne przemiany, na nierealne zdarzenia, naprawiające wszelkie zło, jakie poczynili bądź jakiego doświadczyli bohaterowie. Samantha, kobieta-anioł, która wbrew wszelkiemu rozsądkowi coraz mocniej kocha niesfornego Cyrila, długo nie otrzyma niczego w zamian. Jedyne, na co może liczyć, to brak pokory i wdzięczności ze strony przybranego syna.

Czułem się winny, gdy oglądając kolejne wybryki chłopaka pomyślałem: dobrze mu tak. Ale wreszcie zdałem sobie sprawę – to wciąż tylko dziecko. Młody człowiek, któremu zabrakło wzoru do naśladowania, którego pozbawiono podstawowych elementów kształtujących jego osobowość i kręgosłup moralny. Cyril desperacko szuka silnej, ojcowskiej figury w swoim życiu, dlatego gdy podczas ulicznej bójki poznaje starszego o kilka lat Wesa, postanawia zrobić wszystko, by zdobyć jego uznanie. Nawet, jeżeli oznacza to przeciwstawienie się Samancie i złamanie prawa. Nie rozumie, że szukając ojca, odnalazł bezwarunkowo kochającą matkę.

Reżyserski duet stoi z boku. Pozostawia nas w niewiedzy dotyczącej matki Cyrila i powodów, dla których urodziwa i zaradna Samantha budzi w sobie rodzicielskie uczucia dla wyjątkowo opryskliwego i zagubionego chłopca. Czy przypomina jej kogoś? A może sama nie może mieć dzieci? Nie dowiadujemy się tego, co czyni postępowanie kobiety jeszcze bardziej niezrozumiałym. Ale właśnie to chyba próbują powiedzieć nam twórcy – że uczucie pomiędzy matką a dzieckiem nie podlega logicznej interpretacji, nie bazuje na rozsądku. Jest niewytłumaczalne i bezwarunkowe, nawet pomimo cierpienia. Samantha, stojąc w opozycji do bezdusznego ojca Cyrila, ofiarowuje mu siebie, nie żądając niczego w zamian.

Chłopiec na rowerze – przy całej swej surowości – to przejmująca opowieść o tym, że człowiek jako istota stworzony został do dzielenia się swym życiem z innymi. Bracia Darenne nie oceniają głównych bohaterów, nie wydają ryzykownych sądów. Swoimi obrazami mówią o tym, że samotność to uczucie traumatyczne i destrukcyjne, okrutne i dehumanizujące. Szczególnie, gdy wkrada się w życie bezbronnego dziecka.

Recenzja pierwotnie opublikowana w portalu G Punkt (www.g-punkt.pl).

Tytuł: Chłopiec na rowerze
Tytuł oryginalny: Le gamin au vélo
Premiera: 15.05.2011
Scenariusz i reżyseria: Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne
Zdjęcia: Alain Marcoen
Obsada: Thomas Doret, Cécile De France, Jérémie Renier, Egon Di Mateo