Green Hornet

Wstyd Michelu Gondry, wstyd. Jak można było swoją ciekawą, artystycznie niezależną karierę sponiewierać w ten sposób? Jak mogłeś, ekscentryczny reżyserze, podpisać się pod takim hollywoodzkim gniotem? Trudno uwierzyć w to, co zobaczyłem, ale to fakt – Green Hornet wyszedł spod ręki jednego z najzdolniejszych twórców filmowych ostatnich lat.

Chciałbym wyjaśnić jedno – pod względem warsztatowym niczego nie można zarzucić adaptacji znanego słuchowiska z lat 30. Jest dynamicznie, efekciarsko i po prostu poprawnie. Budynki wybuchają, pistolety strzelają, a źli panowie dostają łupnia od dobrych. Opakowanie jest bez zarzutu, to zawartość jest wątpliwej jakości. Od reżysera oczekuje się bowiem nie tylko pilnowania warstwy estetyczno-technicznej, ale także kierowania aktorami i scenariuszem w taki sposób, aby widz czuł się zainteresowany. Nie zażenowany.

Ale nie sposób nie czuć zażenowania, gdy ogląda się na ekranie Setha Rogena, który nawet we Wpadka nie robił z siebie takiego idioty. Niekiedy role aktorskie rozwijają się powoli, zyskując uznanie widza dopiero w późniejszych scenach filmu. W Green Hornet jest dokładnie odwrotnie – uroczo przygłupi Britt Reid nawet dałby się lubić, gdyby nie starał się udawać poważnego superbohatera, którym ani przez moment nie jest. Fatalne dialogi, których współautorem jest Rogen, wyglądają na zupełnie nieprzemyślane i kojarzą się raczej z pijackim bełkotem, niż rzetelną scenopisarską robotą. Przy protagoniście dwoi się i troi jego pomocnik, Kato, jednak gdy tylko Jay’owi Chou udaje się stworzyć zabawną sytuację, na ziemię sprowadza go nieporadny partner. Paradoksalnie to właśnie debiutujący w USA Chińczyk gwarantuje jedyne wybuchy śmiechu podczas seansu.

Mogłoby się wydawać, że wszyscy wykonawcy – poza głównym aktorem, który miał duży udział w powstaniu filmu – wystąpili w tej produkcji z braku pieniędzy lub innego zajęcia. Tom Wilkinson nie robi nic poza krzywieniem się, Cameron Diaz dokonuje rzeczy niemożliwej, schodząc poniżej swojego zwykłego poziomu, a Christoph Waltz – choć trudno potraktować to jako komplement, najlepszy z tego smutnego grona – występuje w roli, która jest fatalną trawestacją jego genialnej kreacji z Bękartów wojny. A i tak najlepsze jest cameo Jamesa Franco w najlepszej, otwierającej film sekwencji.

Seth Rogen to bardzo aktywny, a jednocześnie bardzo ekspansywny: gra, pisze, a w przyszłym roku ma wejść do kin jego debiut reżyserski. Do tej pory jednak żadne z jego dzieł nie wniosło do kinematografii niczego wartościowego i Green Hornet tej sytuacji nie zmienił. Warto, by jeden z czołowych aktorów komediowych Hollywood wziął sobie do serca powiedzenie, iż nie można być dobrym we wszystkim.

Tytuł: Green Hornet
Premiera: 12.01.2011
Reżyseria: Michel Gondry
Scenariusz: Seth Rogen, Evan Goldberg, na podstawie słuchowiska radiowego George’a W. Trendle’a pod tym samym tytułem
Zdjęcia: John Schwartzman
Muzyka: James Newton Howard
Obsada: Seth Rogen, Jay Chou, Cameron Diaz, Tom Wilkinson, Christoph Waltz, David Harbour, Edward James Olmos, Jamie Harris, Jamesa Franco