JOKER. Zajrzyj w głowę klauna…

Co stanie się, gdy niestabilny psychicznie i emocjonalnie mężczyzna zostanie wyrzucony poza społeczny nawias w wyniku niedoskonałości systemu? A co, jeśli potem ten sam system nie zareaguje odpowiednio szybko na zbrodnicze skłonności tego mężczyzny? Odpowiedzi na te pytania dostarcza Joker Todda Phillipsa, jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku i, jak dotąd, jeden z najlepszych.

Joker

Ten projekt był bardzo ryzykownym zagraniem studia Warner Bros. Z jednej strony filmy na bazie komiksów DC w ostatnim czasie gościły w kinach ze zmiennym szczęściem, a na dodatek postać Jokera trudno było sobie wyobrazić w oderwaniu od jego głównego nemezis, czyli Batmana. Jakby tego było mało, za kamerą stanął Todd Phillips, który chyba nigdy nie nakręcił niczego poza (z reguły udanymi) komediami. Po stronie pozytywów można było postawić jedynie główną decyzję obsadową – bo chyba nikt nie miał wątpliwości, że Joaquin Phoenix na Jokera nadaje się idealnie – a to było trochę za mało, by widzowie nie musieli mieć obaw o efekt końcowy. Tymczasem film Phillipsa zgarnął Złotego Lwa w Wenecji, z impetem wprowadzając kino komiksowe na salony, a wśród pierwszych recenzji trudno było znaleźć głosy negatywne. Dziś wiem, że nie był to przypadek – Joker to kino przez duże K, dzieło samostanowiące, które nie zawdzięcza swojego sukcesu komiksowemu pierwowzorowi. Owszem, postać Arthura Flecka po raz pierwszy pojawiła się w wersji rysunkowej, w premierowym wydaniu Batmana z 1940 roku, ale bohater filmu Phillipsa to niemal autonomiczna jednostka, która mogłaby z powodzeniem funkcjonować w całkowitym oderwaniu od komiksowego dziedzictwa.

Joker

Ci, którzy po Jokerze oczekiwali tego, co zwykle oferuje kino superbohaterskie, srogo się zawiodą – Todd Phillips stworzył rasowy thriller psychologiczny, który jest także dramatem o stopniowo postępującym zdeprawowaniu jednostki. Arthur Fleck to mężczyzna z poważnymi zaburzeniami, od zawsze mieszkający z matką, zafiksowaną na punkcie Thomasa Wayne. Fleckowie żyją w ubóstwie, Arthur zarabia na życie jako klaun do wynajęcia, ale w wyniku pewnego incydentu traci pracę. Bezrobocie, napięta sytuacja społeczna w Gotham City, następujące jeden po drugim przejawy agresji wobec bohatera – to wszystko budzi w Arthurze bunt, który w połączeniu z jego emocjonalną niestabilnością popycha mężczyznę w stronę zbrodni. To prawda – na poziomie diagnozy społecznej Joker ucieka w skrajne uproszczenia. Jest w filmie Phillipsa taka scena, w której bohater mówi za dużo, a cała sytuacja jest zbyt dosłowna – nie mogę zdradzić która to sekwencja, ale na pewno od razu ją rozpoznacie. Zapewne gdyby nie łopatologiczne skłonności twórców, Joker okazałby się prawdziwym arcydziełem naszych czasów – zwłaszcza w kategorii “origin story”, ponieważ pozwala niezwykle głęboko wniknąć w psychikę i mentalność Arthura “Jokera” Flecka. Kamera obserwuje bohatera niczym zamknięte w klatce zwierzę – z początku potulny, bo nafaszerowany lekami mężczyzna stopniowo zmienia się w nieprzewidywalną bestię. Nigdy jednak nie przestaje być samotny – to dominująca cecha Jokera, który czuje się oszukany lub odepchnięty nie tylko przez system, ale przez niemal każdą jednostkę ludzką, z którą przyszło mu się zetknąć.

Joker

Mimo pewnych ułomności fabularno-ideologicznych, Joker to film o niezwykłej sile rażenia – w 80% zawdzięcza to nieprawdopodobnej kreacji Joaquina Phoenixa, któremu chyba już dziś można gratulować wszelkich możliwych laurów aktorskich podczas sezonu nagród. To, w jaki sposób zagłębia się w Arthura, słusznie przywodzi na myśl Travisa Bickle’a z Taksówkarza. Pozostałe 20% to z kolei realizacyjna maestria – zdjęcia Lawrence’a Shera jednocześnie zachwycają i przygnębiają, ukazując Gotham jako stolicę zła i zepsucia, a towarzysząca im muzyka Hildur Guðnadóttir, która ostatnio osiągnęła duży sukces ze ścieżką do Czarnobyla, potęguje wrażenie postępującej psychozy nie tylko Jokera, ale i całego miasta. Wisienką na torcie są doskonałe kostiumy i charakteryzacja, która wydaje się być dodatkową warstwą skóry na twarzy Arthura. Makijaż głównego bohatera koresponduje z etapami jego przemiany, a gdy Fleck wreszcie na dobre przepoczwarza się w Jokera, charakteryzacja doskonale oddaje tę namiastkę pewności siebie, którą uzyskuje Arthur.

Warto było na Jokera czekać – to kino dojrzałe, przemyślane, rezonujące w świadomości widza jeszcze na długo po seansie. I nawet gdyby komukolwiek z Was miało nie spodobać się w nim nic poza Joaquinem Phoenixem, jego kreacja to wystarczający powód, by na dwie godziny wniknąć w chory świat Arthura Flecka.

8/10

Tytuł: Joker
Premiera: 21.05.2019
Reżyseria: Todd Phillips
Scenariusz: Todd Phillips, Scott Silver
Zdjęcia: Lawrence Sher
Muzyka: Hildur Guðnadóttir
Obsada: Joaquin Phoenix, Frances Conroy, Robert De Niro, Zazie Beetz, Brett Cullen, Shea Whigham, Bill Camp, Glenn Fleshler