Kategorie:

Jutro będzie futro

Co widzicie, gdy mówię amerykańska komedia? Na pewno pierwszych skojarzeń są dziesiątki, jeśli nie setki, ale prawdopodobnie większość waszych typów mógłbym podzielić na dwie kategorie:

a) pierwsza kategoria to komedie idiotyczne – ten typ amerykańskiej komedii opiera się na humorze związanym z seksem oralnym, wymiotami i odchodami. Gra aktorska woła o pomstę do nieba, a scenariusz to ewidentne zmarnowanie żywotów kilku dorodnych drzew. Wrzućcie tu wszystkie części American Pie i Strasznego filmu i wszystkie inne parodie.

b) druga kategoria to komedie ambitne – tutaj humor jest zdecydowanie wyższych lotów, poruszane tematy są dużo poważniejsze, gra aktorska jest często nie do zapomnienia, a scenariusz moglibyśmy przeczytać jak dobrą książkę. W tej kategorii znajdziecie 500 dni miłości, Away We Go czy niedawne, świeże Youth In Revolt.

Naturalnie jest są też tzw. in-betweens – noszą znamiona humoru idiotycznego, ale są dobrze zagrane i świetnie się je ogląda. Wydaje mi się, że właśnie miejsce pomiędzy dwiema ww. kategoriami znalazło sobie Jutro będzie futro.

Historia może się podobać, szczególnie tym, którzy wychowali się na trylogii Powrotu do przyszłości. Oto trzech starych kumpli, którzy nie widzieli się lata całe, postanawia odnowić przyjaźń, by ratować psychikę jednego z nich. Udają się więc w miejsce, gdzie ich braterstwo przeżywało swój rozkwit. Aby było ciekawiej, jeden z kumpli – Adam – zabiera ze sobą będącego pod jego opieką nastoletniego bratanka. Współcześnie K-Valley – legendarne miejsce młodzieńczych szaleństw – okazuje się jednak zapadłą dziurą. Tyle dobrego, że chłopaki lądują w tym samym pokoju, co 20 lat wcześniej. Podczas suto zakrapianej imprezy wskakują do jacuzzi, które… przecież wiecie, widzieliście to w trailerze. Chłopaki trafiają do gorących lat 80. i – jako nastolatki – robią, co mogą, by przeżyć i powrócić do swych dorosłych wcieleń. Ale czy się im udaje, czy nie – tego nie zdradzę.

No nie da się ukryć – banał, że aż. Humor nader często ociera się o seks, wymioty i inne ludzkie wydzieliny, słowem – o to, co amerykańskie nastolatki lubią najbardziej. Jednak to nie wszystko, co Jutro będzie futro ma do zaoferowania. Bardziej wymagający widzowie docenią mnogość humorystycznych nawiązań do lat 80-tych (m.in. do koloru skóry Michaela Jacksona), a także metaforę kryzysu wieku średniego. Można powiedzieć, że film jest dość specyficznym przedstawicielem kina drogi – każdy z bohaterów odbywa bowiem podróż w głąb siebie, uczy się czegoś o sobie; tyle tylko, że podróż odbywa się w czasie, a nie w przestrzeni.

Jedynym niedociągnięciem scenariuszowym jest postać Jacoba (Clark Duke) – nastoletniego bratanka Adama (John Cusack). Jeśli nawet przyjmiemy, że wątek z nim związany jest istotny dla fabuły (choć dla treści niesionych przez film już raczej nie), to tym bardziej fatalnie, że postać Jacoba pozostała tak niewykorzystana. Cienki jak papier bohater w żaden sposób nie nabiera cech charakterystycznych, bo nie można tak nazwać umieszczenia go w roli maniaka internetowego. Szkoda, bo taka postać – z innego pokolenia, z innej rzeczywistości – mogła sporo w przeszłości namieszać. A tu lipa.

Twórcy filmu wybrnęli więc z tematu obronną ręką. Ja, który lata 80-te naznaczyłem jedynie pieluchami, tęsknię za atmosferą płynącą z kina i muzyki tamtych lat, więc Jutro będzie futro trafia w moje tęsknoty jak ulał. Talentu komediowego żadnemu z aktorów nie można odmówić, dlatego szczerze polecam. Tym bardziej, że to jedna z niewielu, a pewnie nawet jedna z ostatnich okazji, by ponownie zobaczyć Cheviego Chase’a na ekranie.

Jutro będzie futro (Hot Tub Time Machine); premiera: 25.03.10; reżyseria: Steve Pink; scenariusz: Josh Heald, Sean Anders, John Morris; obsada: John Cusack, Rob Corddry, Craig Robinson, Clark Duke, Crispin Glover, Chevy Chase