Krwawy diament

It will cost you everything.

Minęło kilka lat, zanim udało mi się obejrzeć Krwawy diament. Słyszałem na jego temat liczne pochwały i nie ukrywam, że ciekaw byłem efektu prac Edwarda Zwicka i jego ekipy. Temat – handel diamentami, zdobytymi w Afryce podczas krwawych wojen – zapowiadał niepoprawne politycznie podejście i mrożące krew w żyłach obrazy wojny.

Krwawy diament to historia dwóch mężczyzn: Danny’ego Archera, byłego najemnika i przemytnika diamentów, oraza Solomona Wandiego, zwykłego mieszkańca Sierra Leone, rybaka z plemienia Mende. Ich losy splatają się w więzieniu, do którego trafili z różnych powodów: Archer za wspomniany przemyt, Wandi za rzekomą współpracę z partyzantami. Za kratami wychodzi na jaw, że Solomon znalazł ogromny różowy diament, wart setki razy więcej, niż garść zwykłych diamentów. Archer, chcąc zdobyć rzeczony klejnot, urabia Wandiego tak, by ten wskazał mu gdzie ukrył diament. Ten godzi się, a dalej czekają na bohaterów same niemal kłopoty i tysiące nabojów świszczących im nad głowami.

Cały zamysł filmu polegał na pokazaniu światu jak wiele krwi przelewanej jest z powodu diamentów. Niestety, nijak nie widać tego, że to właśnie diamenty są powodem przelewu krwi w Afryce. Czy gdyby nie nieprzyzwoicie wartościowe afrykańskie płody w Afryce nie dochodziłoby do rozlewu krwi? Czy plemiona / rządy / ugrupowania nie znalazłyby innych powodów, by przemocą i gwałtem dochodzić swoich racji? Oczywiście, że by znalazły. Dlatego film Zwicka jest tylko jednym z setek, tysięcy czy milionów głosów w sprawie Afryki. Nie jestem pewien, czy na tyle wyjątkowym, by się przebić.

Leonardo DiCaprio jest świetny, Djimon Honsou jeszcze lepszy. Tworzą naprawdę elektryzujący tandem, a nieprzewidywalny charakter Archera do końca nie pozwala nam przewidzieć zakończenia. Mam wrażenie, że zatrudnienie Jennifer Connelly służyło wyłącznie nadaniu estetyki filmowi i wprowadzeniu wątku amerykańskiego, bo jakby to było, gdyby zabrakło Amerykanów? Owszem, pomoc granej przez Connelly Maddie jest nieoceniona, ale równie dobrze w tamtym miejscu mógł się znaleźć europejski reporter, nie amerykańska reporterka.

Jeśli chodzi o finał, to trąci banałem. Niestety. Skupia się na jednostce i jej losach, a nie losach tych tysięcy mordowanych za cenny kruszec. Widzimy po raz kolejny, że Amerykanie nie potrafią rozmawiać na takie tematy – każdy z dialogów na ten trudny temat jest spłaszczony, banalny, zebrany z wielu dobrze znanych gładkich formułek. Szkoda.

Niezależnie od strony ideologicznej rozwija się w filmie warstwa akcji. I ta jest bez zarzutu. Trzyma nas w napięciu, nie pozwala odpocząć ani na chwilę, bo nasi bohaterowie wciąż są w ruchu, wciąż ryzykują. I jeśli nie przeszkadzają Wam brak głębszego zajrzenia w temat, mogę spokojnie polecić Krwawy diament jako znakomite połączenie dramatu i kina akcji.

Krwawy Diament (Blood Diamond); premiera: 08.12.06; reżyseria: Edward Zwick; scenariusz: Charles Leavitt, na podstawie powieści własnej i C. Gaby Mitchella; obsada: Leonardo DiCaprio, Djimon Hounsou, Jennifer Connelly, Arnold Vosloo, Michael Sheen