Ford vs. Ferrari
Kategorie:

LE MANS ’66. Tak zwyczajny, że aż znakomity

Avatar
Opublikowane przez Dawid M.

Są takie filmy, które – gdyby rozebrać je na czynniki pierwsze – zupełnie niczym szczególnym się nie wyróżniają. Ot, po prostu solidna produkcja zrealizowana na poziomie. Ale w kinie niejednokrotnie okazywało się już, że suma elementów przyzwoitych potrafi dać efekt rewelacyjny – i tak właśnie dzieje się w przypadku Le Mans ‘66 Jamesa Mangolda, filmu na pozór zupełnie zwyczajnego, a jednak dostarczającego niesamowitych wrażeń.

Ford vs Ferrari

To nie jest tak, że jest to kino tylko dla facetów. Tak, to prawda, bohaterami filmu Mangolda są niemal wyłącznie mężczyźni, a najważniejszym dźwiękiem jest tu ryk silnika, ale nie bez przyczyny niejedna pani recenzent wystawiła Le Mans ‘66 wysoką notę. To przede wszystkim opowieść o pasjonatach i marzycielach, opowiedziana w wysokooktanowy i niesamowicie wciągający sposób. Nie jest to na szczęście biopic – opowiada o niełatwej, ale opartej na lojalności znajomości dwóch znakomitych kierowców rajdowych, Amerykanina Carrolla Shelby’ego (Matt Damon) i Brytyjczyka Kena Milesa (Christian Bale), którzy wspólnymi siłami stworzyli rajdową potęgę marki Ford. Rywalizacja legendarnego motoryzacyjnego brandu z włoskimi dominatorami wyścigowymi ze stajni Ferrari legła u podstaw scenariusza filmu Mangolda, ale – niestety – nie poświęca się jej wiele miejsca. Clue Le Mans ‘66 stanowią przygotowania do słynnego 24-godzinnego wyścigu w roku 1966, kiedy to Ford absolutnie rozbił gigantów z Maranello, zajmując wszystkie trzy miejsca na podium. Historia tego zwycięstwa jest jednak niesamowicie ciekawa i skomplikowana i to właśnie o drodze, jaką pokonali Ford, Shelby i Miles traktuje film Mangolda.

To w zasadzie wszystko, co można powiedzieć o fabule Le Mans ‘66, nie chcąc oczywiście psuć Wam, drodzy czytelnicy, zabawy z oglądania. Matt Damon jest tu Mattem Damonem – porządny chłop z marzeniami, rozdarty między lojalnością do przyjaciela i chęcią dania mu w mordę. Ów przyjaciel zaś to kawał aroganckiego, ale sympatycznego Brytola, obdarzonego na domiar złego nie tylko talentem do prowadzenia samochodu wyścigowego, ale i konstruowania go niemal od podstaw. Ken Miles w wykonaniu Christiana Bale’a – wreszcie mogącego posługiwać się swoim znakomitym brytyjskim akcentem! – to czysta ekranowa charyzma i pełnowymiarowy bohater, bez którego zapewne Le Mans ‘66 byłoby znacznie mniej interesującym spektaklem. Bo czymże byłyby widowiskowe sceny wyścigów, gęsty montaż i wspaniałe udźwiękowienie, jeżeli kokpicie tego supersamochodu jechałby ktoś, komu nie chciałoby się nam kibicować? I tylko nadziwić się nie mogę, że rola tak kapitalna, jak ta stworzona przez Bale’a, jakimś cudem nie spotkała się z uznaniem Akademii i nie została wyróżniona nominacją…

Ford vs Ferrari

Nie brakuje w Le Mans ‘66 momentów wzruszających, zapierających dech, ale i frustrujących, gdy bohaterowie, za których mimowolnie trzymamy kciuki, rozbijają się o mury stawiane przez korporacyjną machinę czy nieczystą rywalizację. Ale owa frustracja to jedynie jeszcze jeden dowód na to, jak bardzo pochłaniającym filmem jest Le Mans ‘66 – prosta, może nawet nieco sztampowa, ale doskonale zrealizowana historia. Udowadnia ona, że gdy wszystkie trzy elementy potrzebne do osiągnięcia sukcesu – talent, ciężka praca i, niestety, pieniądze – są na odpowiednich miejscach, rzeczywistość może przebić nawet najśmielsze marzenia.

8/10

Tytuł: Le Mans ’66
Tytuł oryginalny: Ford vs Ferrari
Premiera: 13.11.2019
Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: Jez Butterworth, John-Henry Butterworth, Jason Keller
Zdjęcia: Phedon Papamichael
Muzyka: Marco Beltrami, Buck Sanders
Obsada: Matt Damon, Christian Bale, Jon Bernthal, Caitriona Balfe, Josh Lucas, Noah Jupe, Tracy Letts, Remo Girone, Ray McKinnon