Piąta fala

piata-fala-plakatJak napisać cokolwiek o Piątej fali tak, by nie przeklinać? To zadanie bardzo trudne, gdyż dzieło J Blakesona to film bardzo zły. Tak zły, jak złe jest zakładanie skarpet do sandałów. Albo picie 22-letniej whisky z dodatkiem coli. W tej produkcji nic nie zadziałało tak, jak powinno. Reżyser i jego ekipa nie wysilili się nawet na tyle, by skopiować sprawdzone schematy katastroficznego science-fiction.

I tak zamiast filmu otrzymujemy coś, czemu bliżej do Najczarniejszej godziny niż Super 8. Półprodukt, w którym ktoś zapomniał umieścić dialogi choć trochę przypominające rozmowy jednostek ludzkich i postacie nieepatujące sztucznością wystawowych manekinów. A przecież Susannah Grant, Akiva Goldsman i Jeff Pinkner, scenarzyści filmu, mieli do dyspozycji powieść Ricka Yanceya, kilka lat temu porównywaną do Igrzysk śmierci i Drogi. Tymczasem historia przedstawiona na ekranie została okrojona do tego stopnia, że widz nie może czuć niczego poza dezorientacją (długo nie jest jasne czym była czwarta fala). A przecież Goldsman to scenarzysta oscarowy!

Nie pomagają aktorzy. Chloë Grace Moretz, dziś już młoda kobieta, musi pogodzić się z tym, że natura obdarzyła ją fizjonomią naburmuszonej małolaty i żadna dramaturgia nigdy jej nie wyjdzie. Nick Robinson, który specjalizuje się w uciekaniu przed dziwnymi stworzeniami (zagrał też w Jurassic World), to typowy amerykański chłopak z sąsiedztwa, bez grama charyzmy. Hitem natomiast jest kreacja Aleksa Roe, która to żywcem wyjęta jest z nastoletnich romansideł pokroju Zmierzchu. Doprawdy, nawet Maika Monroe, tak korzystnie prezentująca się przecież niedawno w Gościu i Coś za mną chodzi, jest w Piątej fali nieporadna i irytująca. Chyba nie jest przypadkiem, że tego projektu nie firmuje swoim nazwiskiem żadna pierwszoligowa gwiazda.

To mógł być niezły film – wystarczyło sięgnąć po kilka sprawdzonych w kinie science-fiction schematów i dobrze je wykorzystać. Wystarczyło zapytać o naturę człowieczeństwa, dać dzieciakom kilka motywujących kwestii, wpleść trochę humoru i zadziorności. Ktoś jednak wolał, by Piąta fala była abominacją, kompletną odwrotnością udanych gatunkowych chwytów, być może nawet przykładem tego jak młodzieżowego kina sci-fi nie robić. To akurat się udało – film Blakesona to festiwal pomyłek, złych pomysłów i przygotowanych naprędce rozwiązań. W kategorii młodzieżowego kina akcji Piątą falę porównać należy raczej do (i tak lepszej) Niezgodnej niż do wspomnianych wcześniej Igrzysk śmierci.

Forma reżysera, który siedem lat temu stworzył znakomity, trzymający w napięciu kameralny thriller Uprowadzona Alice Creed, dramatycznie spadła. Nakręcił film, który jest zły niemal na każdym poziomie – niemal, bo akurat na poziomie dopracowania efektów specjalnych nie można mu wiele zarzucić. Cóż z tego – Piąta fala to niezwykle trudne wyzwanie dla każdego widza, który od filmu wymaga choć trochę jakości. A dzieło Blakesona to po prostu przedsięwzięcie, którego najwyraźniej ktoś nie dokończył.

Tytuł: Piąta fala
Tytuł oryginalny: The 5th Wave
Premiera: 14.01.2016
Reżyseria: J Blakeson
Scenariusz: Susannah Grant, Akiva Goldsman, Jeff Pinkner
Zdjęcia: Enrique Chediak
Muzyka: Henry Jackman
Obsada: Chloë Grace Moretz, Nick Robinson, Ron Livingston, Liev Schreiber, Tony Revolori, Maria Bello, Alex Roe, Maika Monroe