STRANGER THINGS 2. Obniżone loty

Życiowe paradoksy: odkąd ogłoszono datę premiery 2. sezonu Stranger Things, odliczałem dni do TEGO dnia; gdy wreszcie nadszedł, patrzyłem tylko na facebookowe wpisy znajomych „binge-watcherów”, samemu nie mogąc poświęcić dziewięciu godzin wolnego czasu na połknięcie całej serii. Wreszcie, po długich 12 dniach od premiery drugiego sezonu serialu braci Matta i Rossa Dufferów, obejrzałem całość – zapewne jako jeden z ostatnich ludzi na Ziemi. I co? No cóż, nie jest idealnie.

Stranger Things było prawdziwą petardą dlatego, że nikt nie spodziewał się tak brawurowo skonstruowanej produkcji – bracia Duffer wcześniej nie byli szczególnie znanymi twórcami, mając na koncie jedynie kilka shortów, dość udany, choć niedoceniony horror Hidden oraz scenariusz do umiarkowanie udanego serialu Miasteczko Wayward Pines. Mimo to dzięki Stranger Things z miejsca stali się osobowościami telewizyjnymi, a skąpana w klimacie lat 80. historia grupki dzieciaków walczących z obcymi siłami była jednym z najchętniej oglądanych seriali 2016 roku. Dufferowie wpisali się w retro-modę i niezaspokojony apetyt na nostalgię za kiczowatą zajebistością epoki walkmanów, sneakersów i szlagierów new romantic. Ale to było w tamtym roku – co takiego mógł nam zaoferować drugi sezon Stranger Things, czego nie zaoferował nam pierwszy? Tak, jak się spodziewałem – niewiele.

FABUŁA

Nowe odcinki przygód mieszkańców miasteczka Hawkins pozornie nie odbiegają jakością od tego, co Netflix pokazał światu w 2016 roku – ejtisowy klimat wciąż wylewa się z ekranu, choć nawiązania do kultowej gry fabularnej Dungeons & Dragons zastąpiły salony gier ze znacznie bardziej efektownymi automatami. To właśnie tam następuje zawiązanie akcji Stranger Things 2 – dobrze znana grupka znajomych nerdów, uzupełniona już o zaginionego w pierwszym sezonie Willa Byersa (Noah Schnapp), bulwersuje się faktem, iż mistrzowskie osiągnięcia punktowe Dustina (Gaten Matarazzo) na automatach zostały wymazane przez niejakiego Mad Maxa (jeszcze jedno nawiązanie do lat 80., kiedy ogromną popularność zyskała seria o szalonym Maksie). Dość szybko okazuje się, że owym graczem jest – surprise, surprise – nowa klasowa koleżanka bohaterów, Maxine (Sadie Sink), która opryskliwym i buntowniczym charakterem jednocześnie intryguje i odstrasza chłopców. Nie to jednak okaże się w premierowym odcinku najważniejsze – kluczowym wydarzeniem będzie nowa wizja Willa, która stanie się zapowiedzią kolejnych przerażających doświadczeń chłopca w kontaktach z Drugą Stroną.

W tym samym czasie Mike (Finn Wolfhard), dotychczasowy lider grupy, odchodzi na dalszy plan, opłakując stratę ukochanej Jedenastki (Millie Bobby Brown), która w finale pierwszego sezonu pokonała Demogorgona. Przekonany, że w wyniku tego zdarzenia dziewczyna została wchłonięta przez piekielny wymiar zwany Drugą Stroną, Mike pozostaje w cieniu bardziej przebojowych Dustina i Lucasa (Caleb McLaughlin), którzy coraz śmielej poczynają sobie w kontaktach z Max, zabiegając o jej sympatię. Tymczasem losy Jedenastki potoczyły się inaczej niż wyobraża to sobie Mike – dziewczyna przeżyła starcie z Demogorgonem i powróciła do naszego wymiaru, o czym mogliśmy przekonać się już w epilogu poprzedniego sezonu. Jej cichym sprzymierzeńcem został szeryf Jim Hopper (David Harbour), który zaoferował Jedenastce schronienie i w drugim sezonie pełni wobec niej rolę niemal ojcowską. I to właśnie relacja tej dwójki bohaterów w znacznym stopniu tworzy emocjonalny wymiar Stranger Things 2.

W tle oczywiście wciąż dzieje się cała masa rzeczy – matka Willa, Joyce Byers (Winona Ryder), jest jeszcze bardziej nadopiekuńcza wobec odnalezionego syna, choć znajduje też czas na romantyczną relację z kolegą ze szkolnej ławy, Bobem Newbym (Sean Astin). Starszy z synów Joyce, Jonathan (Charlie Heaton), wreszcie dostanie prawdziwą szansę od siostry Mike’a, Nancy Wheeler (Natalia Dyer), podczas gdy jej dotychczasowy chłopak Steve (Joe Keery) stanie się obiektem drwin ze strony psychopatycznego brata Maxine, Billy’ego (Dacre Montgomery), a przy okazji zyska też sposobność do stania się prawdziwym bohaterem. W tym wszystkim znajdzie się też miejsce do zajrzenia w zakamarki przeszłości Jedenastki, której cierpienia w żadnym wypadku nie skończyły się na rzekomej śmierci jej „ojca”, doktora Brennera. Posiadająca potężne umiejętności psychokinetyczne dziewczyna ponownie będzie kluczem do zwycięstwa z demonami Drugiej Strony, choć zanim to się stania, sama będzie musiała odnaleźć swoją tożsamość.

MOCNE STRONY

Co może się podobać w Stranger Things 2? Z pewnością coraz śmielej poczynający sobie młodzi aktorzy, którzy ewidentnie wydorośleli, ale wciąż mają w sobie mnóstwo dziecięcego uroku. Na przestrzeni roku, jaki dzieli oba sezony serialu, najbardziej dojrzała Millie Bobby Brown, która – zgodnie z wymogami roli – jest niezwykle poważna i skryta. W oczach Jedenastki wciąż dostrzegamy mnóstwo smutku i cierpienia, choć widoczna jest też większa niezależność bohaterki, która wreszcie dopuszcza do głosu tłumiony przez lata gniew. Pomagają jej w tym odkrycia dotyczące własnej przeszłości, a także rosnące z każdym dniem uczucie do Mike’a. W Stranger Things 2 Jedenastka wielokrotnie konfrontuje się z szeryfem Hopperem i są to konfrontacje natury familijnej – co prawda stawka w grze jest trochę większa niż wyjście na imprezę do koleżanki, a fochy nastolatki mają tu wyjątkowo niszczycielską moc, ale są to awantury, które znają wszystkie córki i ich ojcowie. Millie Bobby Brown i David Harbour otrzymali mnóstwo miejsca na aktorskie popisy, dlatego obserwowanie ich interakcji stanowi dużą przyjemność.

Sama postać Hoppera także ewoluowała. Ze zgorzkniałego, niezbyt przyjemnego w obyciu policjanta z początku pierwszego sezonu zmienił się w troskliwego opiekuna i prawdziwego obrońcę Hawkins i jego obywateli. W Stranger Things 2 jest rasowym śledczym, który angażuje swoją podejrzliwość i dociekliwość, gdy tylko natrafi na pierwszą poszlakę. Hopper bierze na siebie ciężar konfrontacji z nieznanym przeciwnikiem, choć wie, że jego umiejętności mogą okazać się niewystarczające. Podobną postawę prezentuje Steve, niegdysiejszy licealny oprych, który wobec niepowodzeń w życiu uczuciowym postanawia wesprzeć słabszych od siebie chłopców w walce z piekielnymi wytworami Drugiej Strony. Jego przemiana jest autentyczna o tyle, że Steve – w odróżnieniu od Hoppera – sam jeszcze nie jest w pełni dojrzałym mężczyzną. Po zawodzie miłosnym przychodzi także porażka w konfrontacji z niebezpiecznym Billym, ale mimo tych niepowodzeń chłopak nie ustaje w chęci pomocy Mike’owi, Dustinowi i spółce. Broni młodszych od siebie nerdów z godnym podziwu poczuciem obowiązku i uroczą donkiszoterią, dzięki którym wyrasta na jednego z największych herosów Stranger Things 2.

Bardzo dobrą decyzją obsadową było zatrudnienie Seana Astina do roli Boba. Sympatyczny aktor stanowi chyba najbardziej dosłowny spośród wielu łączników pomiędzy Stranger Things i Goonies (1985), w których debiutował na ekranie. Jego Bob Newby jest typowym misiem-poczciwcem, facetem, który był gnębiony w szkole, ale przetrwał to, by wyjść na ludzi i całkiem nieźle poradzić sobie w dorosłości. Bob też jest trochę nerdem – pracuje w sklepie z elektroniką, na której zna się doskonale – dlatego za wszelką cenę stara się dotrzeć do Willa. Próbując zastąpić męża i ojca w rodzinie Byersów, z góry skazany jest na porażkę – traumatyczne nadnaturalne doświadczenia Willa, Joyce i Jonathana sprawiają, że Bob nigdy nie będzie w stanie w pełni zrozumieć ich relacji. Może jedynie starać się wspierać ich w walce o powrót o normalności, a gdy ten okaże się niemożliwy, stanąć na wysokości zadania, wykazując się niespodziewanym aktem odwagi.

SŁABE STRONY

Tych w Stranger Things 2 jest niestety aż nadto. Historia Jedenastki, która zdaniem braci Duffer (mówią o tym w następujących po ostatnim odcinku wywiadach przeprowadzonych przez Netflix) jest jednym z kluczowych elementów fabuły, zgłębiona zostaje jakby naprędce, chaotycznie i  nawet poświęcony w całości bohaterce odcinek nie jest w stanie uzupełnić wszystkich luk ani wyjaśnić zasadność wprowadzania pewnych elementów fabularnych. I choć Jedenastka dość szybko odkrywa nowe informacje na swój temat, widz pozostaje na nie obojętny, gdyż ta część opowieści okazuje się po prostu mało interesująca. Wspomniany odcinek, który w ostatecznym rozrachunku mógłby zostać ograniczony do jednej dodatkowej sceny, nie wpływa na finał historii w sposób, który uzasadniałby istnienie tego epizodu. Stranger Things 2 stanowi dowód na to, że sama postać Jedenastki nie jest wystarczająco interesująca – dopiero jej interakcje z pozostałą częścią grupy dzieciaków nadają jej charakter.

Tak, jak Sean Astin jest wartościowym dodatkiem do obsady serialu, tak wcielający się w skłócone rodzeństwo Sadie Sink i Dacre Montgomery to postacie zupełnie niepasujące do historii. Poza namieszaniem w głowach Dustina i Lucasa rudowłosa Maxine niewiele wnosi do fabuły, a permanentnie zapluty z wściekłości Billy to antagonista bezmyślny i  groteskowy, a ledwie naszkicowany powód jego wiecznego gniewu jest jedną z największych wpadek Dufferów w Stranger Things 2. Obie postacie głównie irytują, wprowadzając więcej bezproduktywnego zamieszania niż faktycznej wartości. Prym wiedzie tu Billy, którego głównym zadaniem jest naigrywanie się ze Steve’a i upokarzanie go, co zresztą wychodzi mu dość sprawnie. Antybohater, w którego wciela się Montgomery, to postać przerysowana w iście kreskówkowy sposób, a już prawdziwym kuriozum jest pewna scena z Billym i panią Wheeler (Cara Buono), nadająca się bardziej do mało ambitnej komedii niż do mroczno-fantastycznego klimatu Stranger Things 2.

Równie zbytecznym – a przy tym mało wiarygodnym – wątkiem wydaje się relacja prześlicznej Nancy i Jonathana, któremu przez dziewięć odcinków nie udaje się wykrztusić z siebie choćby grama charyzmy. Charlie Heaton nie tylko wygląda, ale i często zachowuje się jak zombie, co przy temperamentnej i wyrazistej Natalii Dyer staje się trudne do oglądania. Co więcej, relacja Nancy i Jonathana w żaden sposób nie wpływa na przebieg fabuły – w pierwszym sezonie bardzo nieśmiałe awanse Byersa do ślicznej koleżanki nabierały na sile wraz z rosnącym zagrożeniem. W Stranger Things 2 nie czuć tego zupełnie, a Heaton i Dyer pracują na miano najgorzej dobranej pary w historii telewizji. Kto wie, czy po ostatnich incydentach z narkotykami na lotnisku w Los Angeles, wskutek których młody Brytyjczyk nie został wpuszczony do USA, Charlie nie wypadnie z obsady sezonu nr 3. Ale tak z ręką na sercu: komu będzie go brakować?

JAKI Z TEGO MORAŁ?

Stranger Things 2 to twór znacznie różniący się od swego poprzednika: bardziej mroczny, rozbuchany realizacyjnie, z liczniejszą obsadą. Przede wszystkim jednak: słabszy. Mimo swych wad drugi sezon kultowego już chyba serialu braci Duffer to wciąż świetnie zrealizowane widowisko z pogranicza horroru i fantastyki, z domieszką niezłego humoru, rewelacyjnej muzyki i kilku naprawdę dobrych występów aktorskich. Gdyby nie fabularne rozkojarzenie, Stranger Things 2 mogło być równie znakomite, jak premierowy sezon serialu. Tymczasem jest zaledwie… dobre.

***

Taka siódemka – i to bliżej szóstki niż ósemki.

Tytuł: Stranger Things 2
Premiera: 27.10.2017
Reżyseria: Matt DufferRoss DufferShawn LevyAndrew Stanton
Scenariusz: Matt DufferRoss DufferPaul DichterJustin DobleJessie Nickson-LopezKate Trefry
Zdjęcia: Tim IvesTod Campbell
Muzyka: Kyle DixonMichael Stein
Obsada: Finn WolfhardMillie Bobby BrownNoah SchnappGaten MatarazzoCaleb McLaughlinNatalia DyerCharlie HeatonJoe KeerySadie SinkDacre MontgomeryPaul ReiserSean AstinCara Buono