Drive

Już dawno nie czułem się tak, wychodząc z seansu w kinie. Oczarowany, zafascynowany, podekscytowany niczym nastolatek po obejrzeniu filmu dla dorosłych. Przygotowywałem się do tej projekcji bardzo długo. Słyszałem mnóstwo opinii, z reguły bardzo pochlebnych, czytałem artykuły na temat produkcji filmu, rozbudzałem swój apetyt. Nie zawiodłem się. Drive przynosi falę estetycznych doznań, jakich dawno nie odczuwałem. Esencja kina wprost kapie z ekranu.

Od pierwszych sekund, gdy na ekranie pojawia się różowa czcionka napisów początkowych, a w tle leniwie sączą się dźwięki Tick of the Clock The Chromatics, wiemy, że obcujemy z czymś wyjątkowym. Plastikowy vibe lat 80. nawet nie próbuje się ukrywać – dociera do widza bezpośrednio, oplata go, by zabrać w podróż do przeszłości. Duńczyk Nicolas Winding Refn naprawdę stworzył film sprzed trzech dekad.

Drive wydaje się być obrazem niezwykle przemyślanym, zaplanowanym w najdrobniejszym detalu. Nic dziwnego, gdyż Refn, chcąc uzyskać prawdziwą atmosferę kina lat 80., musiał skupić się na szczegółach, które tę atmosferę tworzyły. Dlatego też główny bohater nosi jedną, ulubioną kurtkę z motywem skorpiona, zakłada skórzane rękawiczki, a w jego zębach zawsze tkwi wykałaczka. Dzięki temu kierowca, w którego tak brawurowo wcielił się Ryan Gosling, jest postacią z krwi i kości, zmienia się i rozwija, jest dynamiczny. A to naprawdę rzadkość w szeroko rozumianym gatunku thrillera.

Kadr z filmu "Drive"

Sama fabuła nie jest szczególnie nowatorska. Głównego bohatera poznajemy, gdy opowiada jednemu ze swoich klientów o usłudze, którą oferuje. Jest tajemniczy, jednak wiemy, że to, co robi nocą, nie może być legalne. Za dnia pracuje w warsztacie samochodowym i jako kaskader w filmach. Kocha to robić, bo niemal urodził się za kółkiem. Jego poukładane życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy poznaje Irene (Carey Mulligan). Zbliża się do kobiety do tego stopnia, że pomaga w zbrodni jej mężowi, zadzierając tym samym z ludźmi, którzy nie pozwolą mu odjechać w dal.

Najwspanialsze w filmie Duńczyka jest to, że prostota fabuły nam nie przeszkadza. Zawdzięczamy to znakomitej reżyserii, nastrojowym ujęciom, oszczędnym dialogom i długim przemilczanym sekwencjom. To wszystko przy akompaniamencie niesamowitej ścieżki dźwiękowej, będącej połączeniem syntetycznych brzmień i klasycznych instrumentów. Czy można już Refna nazwać mistrzem tworzenia atmosfery?

Na pewno Drive jest przykładem umiejętnego budowania suspensu i angażowania widza w intrygę. Bezimienny bohater skrywa przed widzami wiele tajemnic, a reżyser nie zamierza odkrywać zbyt wielu kart. Ten brak informacji powoduje, że coraz mocniej zagłębiamy się w mroczny świat, żyjący w rytm silników muscle cars i strzałów z Magnum.

Estetyczna uczta przyprawiona bardzo dobrą grą całej – dodam, ciekawie dobranej – ekipy aktorskiej nikogo nie zostawi obojętnym. To jeden z niewielu filmów z charakterem w tym sezonie, przez niektórych okrzyknięty tytułem roku. Cóż, dni do zakończenia 2011 roku niewiele, a na liście premier godnego konkurenta nie widać. Oceńcie sami, ja już wybrałem.

Recenzja pierwotnie opublikowana w „Gazecie Młodych”.

Tytuł: Drive
Premiera: 20.05.2011
Reżyseria: Nicolas Winding Refn
Scenariusz: Hossein Amini, na podstawie powieści Jamesa Sallisa pod tym samym tytułem
Zdjęcia: Newton Thomas Sigel
Muzyka: Cliff Martinez
Obsada: Ryan Gosling, Carey Mulligan, Bryan Cranston, Albert Brooks, Ron Perlman, Oscar Isaac, Christina Hendricks