Głód

Jak daleko może posunąć się człowiek, który broni swych idei? W dobie nasilonego terroryzmu wiemy, że posunie się on tak daleko, jak pozwala mu na to jego ciało i mieszkające w nim życie. O tym, że idealiści / terroryści / fanatycy nie dbają o swoją cielesność, opowiada nam Steve McQueen w swoim filmie Głód.

Wielka Brytania. Mężczyzna w średnim wieku wychodzi do pracy. Ma zdarte pięści, przed uruchomieniem samochodu sprawdza, czy nie ma pod nim bomby. Zakłada mundur. Musi być policjantem albo strażnikiem więziennym. Zmiana perspektywy. Młody mężczyzna, więzienie. Cela, ściany wysmarowane fekaliami. Kolejna zmiana perspektywy. Korytarz więzienia, wyrywający się strażnikom więzień, ciągnięty na postrzyżyny. Później jego długa rozmowa z księdzem. Bardzo długa. Nazywa się Bobby, właśnie rozpoczyna strajk głodowy. 66 dni później Bobby umiera.

Bobby Sands jest postacią autentyczną, był jednym z ważniejszych żołnierzy w historii Irish Republican Army. McQueen w taki właśnie sposób opowiedział jego historię – w sposób niesamowicie oszczędny, surowy, zaczynając historię z perspektywy nie tyle samego strażnika, co kogoś będącego blisko niego. Później przerzuceni jesteśmy do celi, w sam środek męczarni – najpierw do dwójki zupełnie przypadkowych więźniów, a dopiero potem do celi Sandsa. Jego rozmowa z księdzem trwa dobre kilkanaście minut – McQueen nie serwuje nam planu ramowego tej rozmowy, ale jej całość, wszystkie oczywistości, ale również najdrobniejsze niuanse. Wszystko po to, abyśmy mogli lepiej zrozumieć motywy Sandsa, aby on sam mógł je zrozumieć. Michael Fassbender, który tak znakomicie zaprezentował się polskim widzom w Bękartach wojny, wygląda tak, jakby sam wierzył w idee IRA. Ale przedstawiciel religii, z którą Bobby tak mocno się identyfikuje, słusznie kwestionuje sens strajku głodowego młodego mężczyzny. Nawet to jednak nie osłabia wiary Bobby’ego w konieczność takiego postępowania. Pobrzmiewające przez cały film echa przemówień Margaret Thatcher tylko umacniają widza w przekonaniu, że była to jedyna słuszna decyzja. Potem możemy już tylko patrzeć, jak degeneruje ciało Sandsa, a wraz z nim jeden z najzagorzalszych obrońców ideologii IRA.

Głód to film mroczny, przygnębiający, ponury. Nie jest dla każdego, oczywiście, i nie jak inne firmy o IRA. Dzieło McQueena poprzez ograniczenie dialogów, statyczną kamerę i zachwiane proporcje (3/4 kwestii mówionych w Głodzie pada podczas owej rozmowy Sandsa z księdzem, wiele scen pozostaje zupełnie przemilczanych) jest kinem okrutnie wymagającym i zapadającym w pamięć. Jeden mankament wysuwa się na pierwszy plan w filmie – jego subiektywność. McQueen przyznał, że chciał przedstawić historię obiektywnie – ukazać cierpienia więźniów, ale też ciężar brzemienia strażników. Skoro tak, to dlaczego nie odczuwamy nic, poza litością i współczuciem dla Sandsa, który, bądź co bądź, był przecież zamachowcem? Robert Sands stał się ofiarą brytyjsko-irlandzkiego konfliktu z własnej woli, jednak z tych samych powodów niszczył i odbierał życie innym – i właśnie reżyser tego filmu powinien uświadomić nam, że czysto bezrefleksyjne współczucie to pójście na łatwiznę.

Głód (Hunger); premiera: 15.05.08; reżyseria: Steve McQueen; scenariusz: Steve McQueen, Enda Walsh; obsada: Michael Fassbender, Liam Cunningham, Stuart Graham, Helen Madden