GREEN BOOK. O dwóch takich, co się dogadali

Akademia lubi bezpieczne filmy. Takie, które nie wychylają się poza schemat ani formą, ani treścią, penetrując dobrze znane rejony obyczajowego kina. Czy to znaczy, że Green Book okaże się jednym ze zwycięzców tegorocznej gali oscarowej? Tego nie wiem – wiem jednak, że zasłużył na każdą z licznych nagród, które zdobył do tej pory.

Green Book

Poczciwość – to słowo, którym podszyta jest dosłownie każda scena filmu Petera Farrelly’ego. Poczciwy jest główny bohater, Tony „Lip” Vallelonga, poczciwe jest jego życie w nowojorskim Bronksie, jego żarty i pragnienia. Pracując jako bramkarz w modnym klubie, stara się zapewnić byt swej rodzinie i pozostać wiernym swoim włosko-amerykańskim korzeniom. Gdy dostaje propozycję nowej, wymagającej nieco obycia pracy, postanawia podejść do niej z tą samą poczciwością, która zapewniła mu szacunek jego bliskich i współpracowników. Choć początkowo wydaje się, że nie ma najmniejszych szans na dobrze płatne zlecenie, Hollywood po raz kolejny mówi nam, że uczciwość popłaca – Tony wyrusza na dwumiesięczną wyprawę na głębokie południe Stanów jako kierowca dra Donalda Shirleya, wybitnego czarnoskórego pianisty.

Tony Vallelonga jest siłą Green Book. To jego charakter i charyzma napędzają każdą scenę i wydaje się sporą niesprawiedliwością, że w tzw. sezonie nagród to nie rola Viggo Mortensena, lecz jego ekranowego partnera Mahershali Alego zbiera więcej laurów. To niestety kolejny dowód na to, że dla różnej maści gremiów większą wartość ma symboliczny wymiar roli niż autentyczny wysiłek włożony w wykreowanie bohatera. Trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że kreacja Alego to także aktorstwo najwyższej próby – pomiędzy oboma panami czuć autentyczną chemię, a ich rozmowy mają szansę wejść na stałe do panteonu filmowych cytatów. Takich filmów było oczywiście wiele – wystarczy wspomnieć szalenie popularnych Nietykalnych czy często porównywane z filmem Farrelly’ego Wożąc panią Daisy – ale Green Book jest na tyle przyjemną i atrakcyjną historią, że w tym wypadku brak oryginalności zupełnie nie przeszkadza.

Green Book

Po pierwszym seansie nie byłem szczególnie zachwycony, ale uświadomiłem sobie, że film Farrelly’ego wciąż ze mną „jest”, że wspominam niektóre sceny i dialogi. Drugi seans już całkowicie utwierdził mnie w przekonaniu, że Green Book to jeden z najprzyjemniejszych obrazów, jakie miałem okazję oglądać w ciągu ostatnich kilku miesięcy – zabawny, wzruszający i, choć trochę naiwny, to na nowo wzbudzający wiarę w ludzi. To spora odmiana w dorobku Petera Farrelly’ego, znanego z mniej lub bardziej udanych, ale zawsze niezbyt ambitnych komedii – tym razem sprawdził się w repertuarze społeczno-obyczajowym i zasłużył na wysokie oceny. Green Book dotyka kwestii rasizmu i mitycznego „multi-kulti” i nawet jeśli robi to w typowo hollywoodzki, uproszczony sposób, jest wartościowym spojrzeniem na to, jak wyglądała niejednorodna etnicznie Ameryka jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Doskonałe kreacje Mortensena i Alego, niezapomniane dialogi, atmosfera wielkiej wyprawy i przygody – to najmocniejsze strony Green Book, nominowanego do Oscara w pięciu kategoriach. Jeśli bliska jest Wam konwencja kina drogi lub komedii kumpelskiej, film Farrelly’ego dostarczy Wam mnóstwa pozytywnych wrażeń. To jedno z tych dzieł, które oglądane po raz piąty, trzynasty i trzydziesty drugi sprawia taką samą przyjemność, jak za pierwszym razem.

8/10

Tytuł: Green Book
Premiera: 11.09.2018
Reżyseria: Peter Farrelly
Scenariusz: Peter Farrelly, Nick Vallelonga, Brian Hayes Currie
Zdjęcia: Sean Porter
Muzyka: Kris Bowers
Obsada: Viggo Mortensen, Mahershala Ali, Linda Cardellini, Sebastian Maniscalco, Dimiter D. Marinov, Mike Hatton