Stare grzechy mają długie cienie

marshlandJeżeli uważaliście pierwszy sezon Detektywa za najlepsze co przydarzyło się telewizji w 2014 r., będziecie zachwyceni filmem Stare grzechy mają długie cienie w reżyserii Alberto Rodrígueza. Duszna atmosfera serialu HBO została bowiem niemal odwzorowana w hiszpańskim thrillerze, który jednak w żadnym wypadku nie jest kopią telewizyjnego hitu – to raczej zbieżność tematów i postaci, które przedstawione zostają w podobny, ale jednak unikalny kontekstowo sposób.

Parę amerykańskich detektywów, wyhodowanych na żyznej glebie estetyki noir, zastępują w filmie Rodrígueza dwaj umoczeni politycznie, zepchnięci na margines narodowych wydarzeń policjanci. Spotykają się w 1980 r. na głębokim hiszpańskim południu, gdzie muszą rozwikłać zagadkę serii morderstw lokalnych nastolatek. Dla jednego z nich zsyłka na prowincję to kara za antyfrankistowskie wystąpienia, drugi trafia na tam ze względu na zbyt długą listę grzechów po drugiej stronie barykady. Podobnie jak w Detektywie, głównych bohaterów różni niemal wszystko, lecz mimo to muszą osiągnąć porozumienie, by dotrzeć do psychopaty okaleczającego i mordującego nastolatki z okolicy.

Schemat jest znany i samo śledztwo nie przynosi ani jednej fabularnej wolty, a mimo to Stare grzechy… ogląda się znakomicie. Ogromna w tym zasługa niesamowitego nastroju, jaki budowany jest przez scenerię, nietypową w porównaniu ze standardowymi wyobrażeniami o hiszpańskich pejzażach. Andaluzja w filmie Rodrígueza jest wroga i niepokojąca, a jednocześnie niezrozumiale pociągająca. Niesamowite kadry Alex Catalána raz wypełnione są tumanami kurzu, innym razem ulewnym deszczem wydającym się zapowiedzią końca świata. To wszystko przeplatane jest ujęciami z lotu ptaka, na których andaluzyjskie przestrzenie wyglądają niczym namalowane impresjonistycznym pędzlem. Aura i otoczenie są konstytutywnymi elementami tej historii – jestem przekonany, że bez nich Stare grzechy… przeszłyby zupełnie bez echa.

Stało się natomiast zupełnie inaczej – dzieło Rodrígueza zdobyło 10 nagród Goya, odpowiedników amerykańskich Oscarów, oraz Europejską Nagrodę Filmową w kategorii Nagroda publiczności, a także kilka laurów na prestiżowym festiwalu w San Sebastián. Według oficjalnej strony filmu w samej Hiszpanii sprzedano ponad 1,5 miliona biletów, a na premierę czeka kilka innych krajów. Ten niesamowity sukces iberyjskiego kina to także zasługa znakomitego aktorstwa – Javier Gutiérrez i Raúl Arévalo są jak ogień i woda, ale świetnie się uzupełniają. Kto wie, czy nie lepiej niż Matthew McConaughey i Woody Harrelson

Stare grzechy mają długie cienie to znakomicie zrealizowany, dopracowany w każdym elemencie thriller, którego najwyższą wartością jest niesamowita atmosfera. Nie znajdziecie tu zaskakującej intrygi ani nieszablonowych rozwiązań scenariuszowych, z pewnością dacie się jednak wciągnąć w niezwykle klimatycznie opowiedzianą historię. Dobry sposób na zakończenie roku w kinie.

Tytuł: Stare grzechy mają długie cienie
Tytuł oryginalny: La isla mínima
Premiera: 26.09.2014
Reżyseria: Alberto Rodríguez
Scenariusz: Rafael Cobos, Alberto Rodríguez
Zdjęcia: Alex Catalán
Muzyka: Julio de la Rosa
Obsada: Javier Gutiérrez, Raúl Arévalo, Antonio de la Torre, Salva Reina, Ana Tomeno, Jesús Castro