VICE. Sterując z tylnego siedzenia

Adam McKay znowu to zrobił. Postanowił opowiedzieć o trudnym i kontrowersyjnym temacie, a w efekcie zrealizował film trzymający w napięciu i otwierający oczy na wiele spraw. Vice to tak naprawdę Big Short 2.0, z tą różnicą, że z potężnego świata ekonomii przenosimy się do jeszcze potężniejszego kręgu politycznego – i trudno powiedzieć, które z tych środowisk to większe bagno.

Vice

Muszę przyznać, że niewiele wiedziałem o Dicku Cheneyu. Nazwisko niejednokrotnie obiło mi się o uszy, lecz nie miałem pojęcia o tym, jak wpływowym był człowiekiem. Gdy pełnił urząd wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, w globalnych mediach więcej mówiło się o potknięciach jego zwierzchnika George’a W. Busha niż o zakulisowych gierkach Cheneya. Tymczasem Adam McKay postanowił wydobyć na światło dzienne szczegóły błyskotliwego politycznego awansu jednego z najpotężniejszych ludzi w Stanach Zjednoczonych. I uczynił to w sposób brawurowy, niebanalny, daleki od całkowicie zużytej już konwencji kina biograficznego.

Jeśli oglądaliście Big Short, z pewnością pamiętacie w jaki sposób zawiłości terminologii ekonomicznej wyjaśniane były na ekranie:

W Vice zastosowano podobny zabieg – z tą różnicą, że całością fabuły steruje bezimienna postać-narrator, kreowana przez Jessiego Plemonsa. Jest on przewodnikiem po zawiłościach biografii Dicka Cheneya, w którego brawurowo wciela się Christian Bale. Ten zabieg narracyjny ponownie sprawdził się doskonale – nawet, gdy na chwilę stracimy wątek, ów narrator ponownie wprowadza nas na właściwe tory. A sporo jest tu okazji do zagubienia się – meandry najpierw senackich, a potem rządowych układów i układzików niejednego mogą przyprawić o zawrót głowy, ale z Adamem McKayem żaden z widzów nie musi martwić się o całkowitą dezorientację. Burzenie czwartej ściany to w kinie żadna nowość, ale żaden z reżyserów nie wykorzystywał jeszcze tego zabiegu w tak praktyczny i użyteczny dla widza sposób.

Sam Cheney to postać wielkiego formatu – jeśli nie pod względem moralności, to ambicji i aspiracji na pewno. Nic dziwnego, że McKay postanowił zrealizować film o przebiegu jego kariery – Dick to polityczny odpowiedni gwiazdy rocka: wizjoner mający odpowiedź na wszystko, doskonale adaptujący się do każdych warunków, potrafiący do maksimum wykorzystać każdą nadarzającą się okazję. A gdyby tego było mało, Cheney ma jeszcze żonę Lynne (znowu godna Oscara rola Amy Adams), równie – jeśli nie bardziej – zdeterminowaną, by jej mąż osiągnął sukces. I znowu sprawdza się tu zasada, że “za każdym wielkim mężczyzną stoi jeszcze większa kobieta” – podobnie jak w Teorii wszystkiego, partnerka głównego bohatera sprawia wrażenie znacznie większej osobowości niż osławiony protagonista.

Vice

We wstępie wspomniałem o tym, że Vice trzyma w napięciu, a jest to zasługa nie tylko doskonałej reżyserii i zabiegów narracyjnych, ale i niesamowitego montażu. Tempo zmiany kadrów bywa imponujące, ale na tyle przystępne, że nie nastręcza trudności – gdy kariera Cheneya przyspiesza, także montaż staje się gęstszy, bardziej dynamiczny; gdy zaś McKay stara się podkreślić jakiś istotny moment na politycznej ścieżce Dicka, liczba cięć zmniejsza się, by pozwolić widzowi spokojnie śledzić ważny dla rozwoju historii dialog. To wyczucie rytmu jest ogromną zaletą Vice, bo z jednej strony pozwala uniknąć uczucia znużenia wywołanego pozornie nudną i skomplikowaną tematyką, a z drugiej zwraca uwagę na istotne wydarzenia, które mają szczególne znaczenie w kreowaniu tożsamości bohatera. I właśnie tak powinien wyglądać mistrzowski montaż!

Adam McKay, niegdyś znany głównie z dorobku komediowego, dziś jest prawdziwym reżyserskim gigantem, którego śmiem nazwać portrecistą prawdziwej Ameryki. McKay czuje rytm polityczno-ekonomicznego życia, wie, gdzie szukać wartościowych tematów, które mogą pomóc Amerykanom zrozumieć ich własny kraj i historię. Dla nas, europejskich wykształciuchów, jest to z kolei spojrzenie przez dziurkę od klucza na samozwańcze imperium, którego każde zwycięstwo i porażka natychmiast oddziałuje na cały świat. Pod każdą natomiast szerokością geograficzną Vice spełnia kryteria znakomicie pomyślanego i zrealizowanego dzieła filmowego.

9/10

Tytuł: Vice
Premiera: 25.12.2018
Scenariusz i reżyseria: Adam McKay
Zdjęcia: Greig Fraser
Muzyka: Nicholas Britell
Obsada: Christian Bale, Amy Adams, Steve Carell, Sam Rockwell, Eddie Marsan, Allison Pill, Tyler Perry, Jesse Plemons, Don McManus, Lily Rabe