Nicolas Cage. Osobowość (nie)utracona

Nicolas Cage w filmie "Joe"Niegdyś laureat nagród i jeden z najbardziej rozchwytywanych aktorów mainstreamu, dziś synonim złego smaku i bohater prześmiewczych memów. Od lat widzowie – zamiast zachwycać się jego kolejnymi kreacjami – zgryźliwie komentują stan fryzury, który można uznać za wyznacznik aktualnej sytuacji zawodowej tego artysty. Tak, artysty, bo przecież Nicolas Cage nie tylko gra, dubbinguje, ale też niejednokrotnie z powodzeniem śpiewał w filmach, we współpracy z synem stworzył komiks, a na dodatek od pewnego czasu chodzi mu po głowie pomysł, by wydać książkę na temat metody gry aktorskiej jego własnego pomysłu. Jedno jest pewne – wielu młodych aktorów może pozazdrościć mu charyzmy i zapału.

A pomyśleć, że pewnego razu ja i Nicolas Cage byliśmy w tym samym czasie w miejscach oddalonych od siebie o raptem 30 km – ja w swej rodzinnej miejscowości, on w przygranicznym Zgorzelcu-Görlitz, gdzie szukał ponoć tropów średniowiecznego filozofa Jakuba Boehme. Był styczeń 2006 r., a ja – po przeczytaniu wzmianki o tym wydarzeniu w lokalnej gazecie – nie mogłem sobie darować, że pomimo niewielkiej odległości, jaka nas dzieliła, nie spotkałem swego idola. Odkąd bowiem jako młodzian obejrzałem Zostawić Las Vegas Mike’a Figgisa, Nicholas Kim Coppola, dziś przez większość widzów obrażany i odsądzany od czci i wiary, był dla mnie aktorskim bożkiem i nawet jego dzisiejsze występy nie są w stanie tego przekreślić.

Chcąc jednak zachować profesjonalizm, odrzucam prywatę i wyruszam na ekwilibrystyczną wyprawę po zakamarkach cage’owskiej kariery, aby przekonać Was i siebie, że to nadal aktor posiadający ogromny talent i mocną pozycję w Hollywood, a jego czas wcale się nie skończył.

Dalsza część obszernej filmobiografii Nicolasa Cage’a w serwisie Film.org.pl.