Nie dalej jak wczoraj recenzowałem dokument Netfliksa, w którym w niedopuszczalny sposób starano się zmanipulować odbiorcę i wzbudzić współczucie wobec czarnoskórych narkomanów i dilerów. To jeden z najgorszych filmowych przykładów nawiązania do ruchu #BlackLivesMatter. Dziś z kolei mam przyjemność pisać o jednym z najlepszych takich przykładów, bo One Night in Miami Reginy King w wyjątkowo inteligentny sposób mówi o marzeniach i lękach czarnoskórych obywateli USA – tak kiedyś, jak i dziś.

Na papierze ten film wydawał się dość karkołomnym pomysłem. Opowiada on o tytułowej nocy w Miami w lutym 1964 roku, podczas której czterech wielkich Afroamerykanów – Malcolm X, Sam Cooke, Jim Brown i najmłodszy z nich, Cassius Clay – spotkało się po zwycięskiej walce tego ostatniego, by podyskutować o swoim życiu. Trzeba przyznać, że taki opis nie zapowiada szczególnie pasjonującego widowiska. Tymczasem Regina King, znakomita aktorka i – jak się okazuje – utalentowana reżyserka, zrealizowała jeden z najmądrzejszych filmów opowiadających o segregacji rasowej w Stanach, jakie dane mi było zobaczyć. King zbiera czterech wybitnych w swoich dziedzinach specjalistów, którzy byli także – i chyba wciąż są – symbolami dla czarnoskórych Amerykanów, i pozwala im€¦ po prostu rozmawiać. Mimo różnicy wieku (najstarszy Malcolm X ma 39 lat, najmłodszy Clay – 22), tych czterech mężczyzn przyjaźni się i wspiera, choć dzieli ich nie tylko wiek i profesja, ale i spojrzenie na kwestie zasadnicze.

One Night in Miami

Doskonale obsadzone One Night in Miami to adaptacja sztuki Kempa Powersa, która miała swoją premierę w 2013 roku, gdy żył jeszcze Muhammad Ali. Gdy film Reginy King debiutował na Amazon Prime 15 stycznia 2021 roku, w dniu jej 50. urodzin, jedynym świadkiem tamtych wydarzeń pozostawał już tylko Jim Brown, futbolista, który został aktorem. Ale mimo, że oglądamy na ekranie bohaterów lat minionych, ich problemy wydają się rzeczywiste, wciąż obecne, zupełnie współczesne. Czterech czarnoskórych idoli spotyka się w motelowym pokoju, aby świętować właśnie zdobyty przez Claya tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, ale Malcolm X ma dla nich inne plany. Duchowy przywódca czarnoskórej amerykańskiej społeczności nie zorganizował bowiem przyjęcia, lecz przyjacielską dyskusję, w trakcie której chce nakłonić kamratów do refleksji. W trakcie rozmowy Malcolm konfrontuje się ze swoimi braćmi, mówiąc o ich obowiązku do działania na rzecz Sprawy, a więc walki o prawa czarnych. Dyskutując, bohaterowie wielokrotnie nawiązują do swych negatywnych doświadczeń, wątpiąc, że ich gwiazdorski status zmienia cokolwiek w ich statusie społecznym. Gorzkie konstatacje latają w powietrzu niczym kule podczas strzelaniny i trzeba przyznać, że trafiają niezwykle celnie.

One Night in Miami

Złotousty Malcolm X, brawurowo wykreowany przez Kingsleya Ben-Adira, ewidentnie wysuwa się tu na pierwszy plan, ale to nie dziwi – to on ma największe predyspozycje, by nadawać ton dyskusji, choć przyjaciele nie pozwalają mu zawłaszczyć tej wymiany zdań dla siebie. Każdy z zebranych w motelowym pokoju bohaterów ma własną tożsamość i broni swojej życiowej drogi – ultracharyzmatyczny, nieco bezczelny Cassius Clay (fantastyczny Eli Goree!) pewnie kroczy ścieżką ku wielkości, cieszący się gwiazdorskim statusem Jim Brown (monumentalny Aldis Hodge) nie waha się podążać za aktorskim marzeniem, a Sam Cooke (znany z Hamiltona Leslie Odom Jr.) jest nie tylko wspaniałym wokalistą, ale i wziętym biznesmenem. Każdy z nich ma już status symbolu, ale niczego w swym życiu nie mogą być pewni – One Night in Miami nie pozostawia wątpliwości, że wówczas, w 1964 roku, czarnoskórzy mogli osiągać sukcesy, ale też nie mogli oczekiwać, że biali uznają ich za równych sobie. A czy dziś, ponad 50 lat później, cokolwiek się w tym względzie zmieniło?

Regina King nakręciła film, który ma szansę – i powinien – powalczyć o Oscary w niemal każdej istotnej kategorii. One Night in Miami opiera się na fenomenalnym aktorstwie – każdy z czterech aktorów zasługiwałby na statuetkę! – ale to tylko jeden z filarów tego fantastycznego dramatu. Innym, być może ważniejszym, jest znakomity, wciągający scenariusz, który z filmu, w którym niemal wyłącznie się rozmawia, czyni niemal dreszczowiec. A przede wszystkim One Night in Miami ma nieustraszoną reżyserkę, która ujarzmiła tę napakowaną testosteronem obsadę i stworzyła jeden z najlepszych filmów ostatnich miesięcy.

9/10

Tytuł: One Night in Miami
Premiera: 26.12.2020
Reżyseria: Regina King
Scenariusz: Kemp Powers

Zdjęcia: Tami Reiker
Muzyka: Terence Blanchard
Obsada: Kingsley Ben-Adir, Eli Goree, Aldis Hodge, Leslie Odom Jr., Lance Reddick, Christian Magby, Joaquina Kalukango, Nicolette Robinson

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *